Wszystkie wpisy, których autorem jest Piotr Budnik

Pomysł na niecodzienny chleb z kaszy gryczanej.

Nastała moda na pieczenie własnego chleba w domu. W Internecie możemy znaleźć wiele przepisów na wykonanie tradycyjnego chleba na drożdżach bądź na zakwasie. Są to różnego typu odmiany chlebów pszennych bądź żytnich. Jednak w swoim składzie zawierają gluten którego wiele osób nie może spożywać. Jednak jest alternatywa i dla takich osób które nie mogą jeść produktów zawierających gluten. Takim właśnie chlebem jest chleb z kaszy gryczanej który możemy bez problemu upiec sami w domu. W skład chleba wchodzi kasza gryczana biała nie palona. Możemy dodać trochę kaszy jaglanej dla urozmaicenia. Oraz przyprawy kminek, czarnuszkę i sól kamienną z Kłodawy.

Wykonanie ciasta jest banalnie proste. Nie musimy mieć skomplikowanych maszyn do wyrobu ciasta. Wystarczy zwykły blender i piekarnik.

Kaszę na początku musimy namoczyć w jakimś naczyniu które przykrywamy. Wody wlewamy tyle by przykryć kaszę. Jak woda zostanie wchłonięta wody trzeba będzie dolać trochę tak by kasza zawsze była przykryta warstewką wody. Kasze moczymy 24 h. Następnego dnia rano miksujemy kasze blenderem i dodajemy przyprawy. I odstawiamy kasze w przykrytym pojemniku na kolejne 24 h w ciepłe miejsce w kuchni. Trzeciego dnia nareszcie możemy upiec nasz chleb. Wykładamy papierem formę do pieczenia lub smarujemy tłuszczem formę wlewamy ciasto i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. I pieczemy ok. 50 min w temperaturze 170 stopni Celsjusza. Po upieczeniu chleb wyciągamy z formy i czekamy aż ostygnie. Taki chleb ma w swoim składzie dużo węglowodanów więc nie możemy go spożywać w nadmiarze szczególnie osoby chcące trochę zgubić kilogramów.

Chleb jest bez dodatku drożdży. Natomiast podczas moczenia kaszy wytwarza się naturalny zakwas chlebowy dzięki czemu nasz chleb jest pulchny i smaczny.

Życzę smacznego !!!

chlebgryczany

Dobra zupa na Nowy Rok

W wielkim kotle ziele warzono w nowiu księżyca, tak kiedyś pierwsza żupę warzono na kościach upolowanego zwierza, które jeszcze dzikie psy obgryzały z resztek przez kolejne dni. Zupy były spożywane już dawno temu w czasach prehistorycznych. Od czasów prehistorycznych przygotowywano różnego rodzaju mączne polewki i wywary z dzikich roślin czy warzyw strączkowych w wydrążonych kamieniach i muszlach, a także skórzanych woreczkach. Nasi owłosieni przodkowie opracowali więc technikę gotowania mięsa w wodzie, w zwierzęcych skórach zwiniętych na kształt kociołka i zawieszonych nad ogniem. Skórzany bukłak był na tyle nieprzesiąkliwy, by nie przeciekał, lecz jednocześnie na tyle przepuszczalny, by skóra była ciągle wilgotna i nie zajęła się od gorąca. Później, wraz z rozwojem cywilizacji, pojawiły się naczynia gliniane, a zupy stały się popularne w Mezopotamii, Egipcie, a także w Grecji, Rzymie, a stąd rozpowszechniły się po całej Europie.

Dziś po wielu latach sposób gotowania zupy nieco się zmienił. I mamy już garnki ze stali nierdzewnej i odpornej na ogień. Powstało też wiele różnych przepisów na rozmaite zupy w zależności od okazji lub święta. Każdy kucharz ma swoje ulubione przepisy na ugotowanie wykwintnej zupy.

Znamy zupy czyste buliony, barszcz czerwony czy rosół. Zupy kremy dawniej przecierane przez sito zagęszczone żółtkami i śmietaną. Zupy warzywne przygotowywane na wiele różnych sposobów np. zupa jarzynowa, kalafiorowa czy pomidorowa tak bardzo lubiana przez wszystkich.

W Polsce zupy pojawiły się już w XIII wieku, nazywane były polewkami lub bryjkami. Powstawały na bazie rozmaitych kasz lub roślin strączkowych. Zupy były wtedy jadane przez wszystkie klasy społecznie, stanowiły bowiem stosunkowo tani i sycący posiłek. Biedniejsi do przygotowania pierwszego dania używali nie tylko kasz, ale i dziko rosnących roślin – lebiody, barszczu, pokrzywy oraz szczawiu.

Jeśli zaś chodzi o polewki, najstarsze znane tego typu danie to – caseata, czyli zupa piwna przygotowywana z serem (bryndzą) i żółtkami. Bardziej znane to oczywiście czernina – zupa z krwi gęsiej, zupę ze szczawiu, z zająca, żur postny ze śledziem.

Pierwsze zupy, które po dziś dzień goszczą na naszych stołach, to według źródeł historycznych żur i barszcz. Ten pierwszy stanowił podstawę wyżywienia głownie ludu wiejskiego. Wcześniej znany był pod nazwą barszcz biały, natomiast żur z ziemniakami przyjął nazwę zalewajki. Najstarszy zachowany przepis na biały barszcz pochodzi z XVI wieku i według receptury przygotowywany był z chwastu nazywanego barszczem właśnie. Dzięki tej roślinie uzyskiwano kwaśny smak. Barszcze przygotowywane były też na bazie kwasu z mąki żytniej, berberysu, porzeczek, żurawin czy agrestu.

         Jak ugotować dobrą zupę? Jest to w sumie dość proste: należy tylko wystrzegać się podstawowych błędów: nie odcedzać wywaru do zlewu, jak owa początkująca kucharka z dowcipu, i nie wiązać wkładanych do garnka warzyw kolorową włóczką – jak uczyniła to Bridget Jones, uzyskując w efekcie niebieską zupę z porów. I jeszcze jedno: zupę gotujemy na bardzo wolnym ogniu – bo tylko wtedy wszystkie smaki będą miały czas, aby się harmonijnie połączyć. Acz barokowe przepisy nakazujące warzyć bulion przez 40 godzin, dawniej na piecu węglowym paliło się cały czas i można było postawić garnek z różnym mięsem i kośćmi które gotowano bardzo długo. Dziś by ugotowac dobry wywar na zupę możemy użyć kości wołowe które przetniemy na pół, golonki lub nogi wieprzowe, tłuste skrawki mięsa, podgardle, lub bardziej delikatny wywar otrzymamy z mięsa drobiu. Taki wywar możemy gotować na wolnym ogniu przez trzy godziny. Wtedy będzie najbardziej wartościowy i smakowity. Pod koniec gotowania możemy dodać warzyw i przypraw według upodobania i przeznaczenia naszego wywaru. Gotując zimą zupę możemy dodać do zupy więcej tłuszczu wtedy nasza zupa będzie smakowita i treściwsza. Dla osób aktywnie spędzających zimę wzbogacić możemy każda zupę o wkładkę mięsna. Taka zupę będzie rozgrzewać i dobrze wpłynie na regeneracje organizmu.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć pewna opowieść. Pewien człowiek zapytał Boga, jak wyglądają niebo i piekło. Bóg pokazał mu piękną krainę, w której było pod dostatkiem pysznej zupy. Ludzie cierpieli jednak głód, ponieważ mieli łyżki dłuższe od własnych ramion i nie potrafili sięgnąć nimi do ust. To było piekło. Potem Bóg pokazał człowiekowi drugą krainę: była tam ta sama zupa oraz te same, dłuższe od ludzkich ramion łyżki. Mieszkańcy owej krainy byli jednak syci, bo karmili się nawzajem. I to był raj. Dzielmy się więc tym co mamy z innymi.

Piotr Budnik

Gastro Coach –Trener Personalny

Artykuł publikowany w gazecie „Optymalni”

logooptymalni

Kilka zasad zdrowego odżywiania

 

Nie osiągnie nikt zdrowia bez:

  1. Pracy w kuchni – co najmniej 1,5 godziny dziennie:
    – pół godziny na przygotowanie śniadania albo kolacji
    – godzina na przygotowanie obiadu
  2. Opanowania sztuki kulinarnej:
    – to nie mogą być zupki czy papki dla niemowlaków
    – to po prostu musi dobrze smakować
    – to musi pachnieć na ulicy
    – tego powinni sąsiedzi i znajomi nam zazdrościć
  3. Czasu i spokoju poświęconego na jedzenie
    – co najmniej 15 minut na śniadanie albo kolację
    – co najmniej godziny na obiad
    – oczy też muszą się najeść??
    – język lubi się nasmakować??
    – zęby powinny się napracować

    Jeżeli ktoś nie ma na to czasu to niech nie zaczyna zabawy w gotowanie.

Odpowiednie odżywianie nie jest wiedzą wrodzoną, tylko wiedzą nabytą i doświadczoną!

  1. Nie wystarczy przeczytanie jednej książki (wtedy popełniane są najczęściej kardynalne błędy)
  2. W niektórych przypadkach przeczytanie wszystkich książek nie uchroniło od popełnienia poważnych błędów
  3. Trzeba przychodzić na spotkania, wymieniać doświadczenia
  4. Dobrze jest mieć dobrego lekarza domowego, lub doradcę żywieniowego

Odżywianie nie może być nudną monotonnością!

  1. Spożywanie jednego czy trzech produktów, ciągle w taki sam sposób, codziennie tak samo, zawsze się znudzi
  2. Spożywanie ciągłe setek produktów na setki sposobów zawsze prowadzi do kłopotów żołądkowych

    Optymalność odżywiania to sztuka wybrania około dziesięciu najdoskonalszych produktów i przyrządzenie ich na kilka najlepszych sposobów.

  3. Ideałem będzie wypracowanie sobie trzech różnych śniadań albo kolacji i siedmiu różnych odpowiednich obiadów
  4. Oczywiście dla gości możemy mieć jeszcze w zanadrzu jedną czy dwie syte uczty

Odżywianie organizmu to nie jest spożywanie produktów z całego świata, ze wszystkich ekosystemów!

  1. Odżywianie organizmu to spożywanie przede wszystkim produktów ziemi na której żyjemy
  2. To musi tworzyć podstawę (80 – 90%) naszego pożywienia
  3. To powinno prawie wystarczyć
  4. Takimi kategoriami należy się kierować przy zakupach
  5. Oczywiście może być podany owoc cytrusowy, czy inny smakowity zakąsek
  6. Raczej trucizną niż przysmakiem jest sałatka z siedmiu owoców cytrusowych, siedmiu warzyw egzotycznych i siedmiu przypraw
  7. Bardziej trucizną niż lekarstwem jest herbatka z 27 ziół

    Trzeba nauczyć się prostoty i tworzyć wyborność potraw z jak najmniejszej ilości dodatków.

Nie będzie funkcjonował mózg bez nauki!

  1. Odżywiony mózg bardzo szybko odczuwa potrzebę dodatkowej pracy
  2. Należy wtedy dać mu impuls i karmić go dobrą wiedzą (zobacz biblioteka ciekawych ksiąg)
  3. Dobrze jest wtedy wykorzystywać go do twórczej pracy
  4. Trzeba nauczyć się rozpoznawać:
    – co jest pewną wiedzą
    – co jest prawdą
    – a co jest zmyślaniem, kabałą, pseudonaukową konfabulacją
  5. Nie wolno trwonić potęgi i mocy umysłu na jałowe dyskusje, niesnaski czy ulubione wśród niektórych kłótnie o bzdury

Nie ma i nie będzie optymalności bez wysiłku fizycznego!

  1. Przemiana podstawowa spala do ok. 1500 kcal kobiety i ok. 1700 kcal mężczyźni
    (na wskutek nieobciążania jelita małowartościowymi produktami) W tak małej ilości kalorii nie da się zapakować wszystkich potrzebnych witamin, soli mineralnych i pierwiastków śladowych
  2. Aby osiągnąć optymalność trzeba mieć pracę w której wydatkuje się dodatkowo co najmniej 1000 kcal, albo wykonywać codziennie sport o takim obciążeniu

Nie osiągnie się także wyżyn wytrzymałości bez codziennego pocenia się!

  1. Nie chodzi w tym o codzienną zabójczą pracę w pocie czoła
  2. Chodzi tylko o to że niektóre procesy metaboliczne włączają się dopiero wtedy gdy serce bije 120 – 130 razy na minutę a człowiek się poci
  3. Taki poziom wysiłku powinien być osiągany stopniowo w ciągu 20 minut i utrzymywany około 10 minut
  4. Tylko wtedy nabrzmiewają wszystkie gruczoły i wszystkie hormony grają całą pełnią możliwości
  5. Tylko taki poziom zagrania całej orkiestry hormonów i odpowiedzi wszystkich komórek organizmu na takie bodźce zapewnia na stale: rześkość, sprawność, zwinność

Nie będzie funkcjonował organizm optymalnie bez nauczenia się codziennego czerpania z zapasów!

  1. Tylko węglowodany muszą być dostarczane w sposób ciągły i jak najbardziej wyrównany w małych ilościach
  2. Białka, tłuszcze, sole mineralne, witaminy i pierwiastki śladowe mogą być dostarczone w sposób periodyczny; tzn. z jednego posiłku powinno się zrezygnować, (dlatego można jeść dwa razy dziennie) a w tym czasie organizm musi ćwiczyć czerpanie z zapasów
  3. Odżywianie organizmu nie jest jedzeniem ciągle na górkę (na zapas), wtedy organizm oducza się czerpania z zapasów, i odczuwamy coraz częściej głód i zaczynamy tyć.
  4. Pobożną mądrością było zrezygnowanie w piątek ze śniadania i obiadu, a jedzenie potem pożywnej rybnej kolacji.

Nie ma dokładnie takiego samego sposobu odżywiania dla wszystkich ludzi!

  1. Każdy człowiek potrzebuje inne buty, inne ubranie i czuje się dobrze z inną fryzurą
  2. Odżywianie będzie się różniło między poszczególnymi osobnikami
  3. W miarę osiągania optymalnej równowagi dieta musi być coraz to bardziej indywidualnie dopasowana do indywidualnie zmiennych potrzeb organizmu oraz rodzaju wykonywanej pracy

Nie można zmienić praw natury także i w sposobie odżywiania!

  1. Jeżeli na ziemi od miliardów lat występują pory roku, to także i w naszym zegarze biologicznym są sezonowe potrzeby, które powinny być spełniane aby nasz organizm dobrze funkcjonował
  2. Nie spożywamy truskawek, czereśni czy owoców runa leśnego przez cały rok, ( np. spod foli ) ale sezonowo nasycamy się nimi (oczywiście odpowiednio bilansując węglowodany)
  3. Według tej zasady spożywamy świeże orzechy jesienią na zapas czy cieszymy żołądek nowalijkami na wiosnę.

 

 

 

Jak pokonać WZW typu B?

Nazywam się Piotr Kraus i mam 39 lat. Na Ż.O. jestem już od 18 lat. Do tego czasu zjadłem co najmniej 26 000 żółtek i czuje się świetnie. Jako syn właściciela Arkadii w Bielsku-Białej a także prowadząc Arkadię oraz oddział w OSBO w Żywcu w latach 2002-2004 r, byłem świadkiem wielu uzdrowień jakie niesie ze sobą Żywienie Optymalne. Teraz po wielu latach, pojawia się potrzeba nagłośnienia faktu znaczenia tego cudownego źródła energii dla ciała i duszy. Trzeba zdać sobie sprawę, że wiedza jaką posiadają optymalni jest kluczowa w walce z chorobami ludzkimi, nie tylko fizycznymi ale i psychicznymi, a każdy z Nas, własnym przykładem może pomagać innym, tym nieświadomym wyleczyć się z chorób. W obliczu obecnych zagrożeń, jakie niesie węglowodanowe źródło myślenia ludzi, których skutkami są na świecie konflikty, wojny i bratobójstwo jakie widzimy w telewizji, optymalni powinni częściej własnym przykładem umacniać się w słuszności stosowania Żywienia Optymalnego. Służą ku temu nasze spotkania oraz wypowiedzi, zarówno te w świecie realnym jak i internetowym, wirtualnym. Każdy kto poprawnie stosuje żywienie optymalne odczuwa w ciele dodatnie, pozytywne odczucia, które wynikając z prawidłowości przeznaczenia ludzi względem natury, nadają nam chęć do życia i pracy dla pokoleń następnych. Nie ma lepszego wsparcia w społeczeństwie jak prawdziwy żywy dowód, przykład prostych i skutecznych metod. Piszcie więc o sobie, aby nasza świadomość rosła w siłę prawdy. Niech dowiedzą się ludzie, że nie ma cudów w medycynie, są optymalni. To Oni, My właśnie wiemy, że tylko lepsze paliwo w mózgu człowieka, powoduje powstanie świadomości dobrego życia. A ona dzięki zachowaniu zasad zdrowia i mądrości potrafi pokonać lęki, spory i kłótnie w społeczeństwie. Prawidłowo stosowane Żywienie Optymalne poprawia zawsze czynność umysłu a on, kiedy jest dobrze zasilany potrafi nas wyprowadzać z codziennych problemów z jakimi mamy do czynienia. W moim przypadku też tak było. W czasie kiedy zaraziłem się wirusem WZW typu B, to właśnie „chłopski rozum| pozwolił mi zapanować nad sobą a także nad wiedzą lekarzy akademickich. To właśnie oni, próbowali mi narzucić swój własny przemysłowy sposób leczenia choroby. Odwrotność jaką zastosowałem, mój determinizm w postaci zastosowania prawdy życiowej jakim jest Żywienie Optymalne, szybko pozwoliła mi powrócić do zdrowia, mój przykład , dał potem wiele lekarzom do myślenia. Nie skorzystałem z żadnych medycznych lekarstw, ani zabiegu jaki mi groził. Wszystko sprawiła odporność organizmu, który jak tylko otrzymał przeze mnie to co potrzebuje, sam pokonał wroga, który chciał mnie zabić. Oto moja historia.

 

         W 2004r, będąc na już 7 rok na Ż.O. poczułem się źle. To moja wina. Wydawało mi się, że stosuję się do zasad Ż.O, jednak Życie samo mnie zweryfikowało i pokazało mi prawdę. Pewnych praw nie można zmienić, jak się później dowiedziałem. Ponieważ chodziłem słaby, bez energii i chęci do życia, zrobiłem sobie wyniki badań. Okazało się, że moje próby wątrobowe Aspat wynoszą 1350 U/1, Alat 2500 U/1, bilirubina 1,5 mg/dl, gdzie w prawidłowych warunkach Aspat i Alat ma wynosić do 40 U/1. Kiedy wykonano wyniki badań na wirusa HBS okazało się, że jest dodatni. Początkowo nie wiedziałem, z czym mam do czynienia i kiedy sobie uświadomiłem, nie mogłem pojąć, w jaki sposób do tego doszło. W skrócie napiszę, że wirus HBS jest wirusem żółtaczki opisanej jako WZW typu B. Można się nim zarazić przez krew. np. w szpitalu, u fryzjera, czyli tam, gdzie może dojść do wniknięcia obcej krwi do naszego organizmu. Powoduje on spustoszenia wątroby zawsze w 60% i często jest przyczyną marskości i raka wątroby. Wirus ten jest nieuleczalny i często bywa śmiertelny dla swoich nosicieli. Kiedy się o tym dowiedziałem, natychmiast pojechałem do szpitala.

         W szpitalu lekarz (będę nazywał go A) po obejrzeniu wyników natychmiast kazał położyć mi się na sali szpitalnej. Poinformowałem go o tym, że stosuję żywienie optymalne i że w obecnej chwili (z powodów rodzinnych) nie jestem w stanie położyć się w szpitalu. Wiedziałem bowiem dobrze (z relacji pacjentów), jakiego żywienia mogę się tam spodziewać. Jednak po 2 dniach moje wyniki były jeszcze gorsze i moi rodzice nalegali, abym pojechał do szpitala. Ojciec powtarzał mi, że „wątroba lubi spokój, że muszę leżeć, a ja z moim ciągłym brakiem czasu na wypoczynek nie stwarzam warunków na jej regenerację, tylko zamiast wypoczywać, pogarszam sprawę.” W szpitalu lekarz A, ponownie oglądając wyniki badań, dosyć dobitnie i agresywnie zabronił mi stosowania żywienia optymalnego. Usłyszałem tylko słowa: „Mówiłem, dieta panu zaszkodziła”. Nie chciałem się wdawać w dyskusje, ponieważ nie zrozumiałby niczego. Musiałem się zgodzić na warunki szpitalne, jakie mi przedstawiono i obiecać, że nie będę stosował „swojej” diety. Na sali poznałem dwóch moich towarzyszy, którzy znaleźli się z tego samego powodu w szpitalu. W pierwszym dniu, w piątek 23 lipca, kiedy się pojawiłem, wyniki wynosiły: Aspat 1400 U/1, Alat 3500 U/1, bilirubina > 5, cholesterol 170 mg/dl. HDL 42 mg/dl, TG 190 mg/dl. W szpitalu mieliśmy 3 posiłki. Pierwszy o 8.00: chleb pszenny z margaryną, drugi – o 13.00, obiad: ryż z jabłkiem, czasami ziemniak i chude mięso oraz trzeci – o 16.00: chleb z margaryną. Oczywiście nie jadłem margaryny, tylko jadłem masło. Do tego dostawałem kroplówki w postaci 2 l płynów dziennie, z tego l l glukozy (cukier prosty = 50 g). Już po 2 dniach czułem się bardzo źle. Miałem silne ssanie w żołądku, meczące sny, zauważyłem, że obgryzam paznokcie i wyraźnie czułem ochłodzenie lewej stopy. Kiedy przeliczyłem węglowodany, okazało się, że zjadam ich 230 g!!! Z tego 50 g glukozy. Po czterech dniach wykonano mi badania, gdzie poziom złego cholesterolu podniósł się do 370 mg/dl. Pamiętałem, że dr Kwaśniewski w swoich książkach wyraźnie pisał, że cukier prosty jest przyczyną złego cholesterolu we krwi, czyli triglicerydów. W tym dniu ojciec przywiózł mi wagę dietetyczną i od tego dnia rozpocząłem dietę optymalną, dostosowaną do problemów wątroby. Na moje własne życzenie odstawiono mi glukozę i codziennie moi rodzice przynosili mi do szpitala pożywienie. Codziennie, staranie, z dokładnością matematyczną, ważyłem składniki i notowałem do mojego zeszytu wszystko, co zjadłem. Codziennie także rano widywałem się z lekarzem B, który w porównaniu z innymi lekarzami tolerował moje wypowiedzi z zakresu żywienia i pozwalał mi się do nich stosować. Dr Kwaśniewski zaliczyłby pewnie go do grona lekarzy myślących. Lekarz B pozwolił mi bowiem odstawić glukozę i przymykał oczy na moje pożywienie. Ponieważ odstawiłem glukozę, lekarz C przyszedł mi wytłumaczyć, na czym polega rola glukozy we krwi i dlaczego mam ją ponownie stosować. Na zadane przeze mnie pytanie dotyczące przyczyny skoków triglicerydów ze 190 na 370 mg%, lekarz C odpowiedział, że za to wszystko odpowiadają tłuszcze. Odpowiedziałem: „Ale przecież teraz, kiedy stosuję się do waszych zaleceń, nie jem tłuszczu i czuję się fatalnie. Wcześniej zjadałem 200 g tłuszczu dziennie i triglicerydy były zawsze poniżej 100 mg/dl”.

W tym samym dniu, tj. w czwartek, 29 lipca wyniki triglicerydów spadły mi już o 100 mg/dl. Od tej pory żaden z lekarzy nie tłumaczył mi znaczenia tradycyjnej, szpitalnej diety wątrobowej, tylko zaczęto mnie obserwować. Moje poprawiające się samopoczucie oraz wyniki sprawiły, że stałem się punktem zainteresowania wśród pacjentów i pielęgniarek. Zaczęto mnie wypytywać o charakter diety, jej skuteczność. Moi koledzy z oddziału i niektóre pielęgniarki dowiedzieli się zatem o ruchu optymalnych, o przeprowadzonych badaniach na ludziach oraz o możliwościach leczenia. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wykonano mi badanie na wirus HBS i ku mojej radości – wynik wyszedł ujemny. Wyniki powracały do normy dosyć szybko. Bilirubina podeszła maksymalnie do 7 mg/dl i stopniowo spadała. W skrócie powiem, że zastosowana przeze mnie dieta polegała na redukcji białka i ograniczeniu go do 30-35 g, węglowodanów do 50-70 g, tłuszczy 70-90 g. Nie jadłem żadnych smażonych rzeczy. Postawą były gotowane jajka, żółtka oraz podroby. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby, moim zdaniem, na moim przykładzie należy zatem dostarczyć tyle białka, aby wątroba mogła jedynie zregenerować to, co wirus jej uszkodził. Należy zatem dostarczyć minimum, ale w postaci najwyższej jakości składników, które nie powstały drogą chemiczną tylko naturalną. Dlatego leki chemiczne będą zawsze gorsze od leków występujących w pożywieniu i w przypadku uszkodzeń wątroby, będą ją dodatkowo obciążać. Cholina jest składnikiem, który – jak się dowiedziałem – szybko regeneruje wątrobę. Występuje ona m.in. w żółtkach oraz podrobach. Należy pamiętać, że zbyt duża ilość białka dodatkowo przeciąża wątrobę. Ten główny organ, pełni rolę „przemysłu” w naszym organizmie i w przypadku zaatakowania go przez wirus organ ten musi pracować na minimalnych obrotach, czyli musi dużo wypoczywać, jednocześnie regenerując tylko to, co wirus uszkadza. Nie wolno jej zatem przeciążać pracą fizyczną. Pozytywne efekty spadku agresywności wirusa, jakie obserwuje się w szpitalach, polegają jedynie na wypoczynku, czyli leżeniu w łóżkach, ponieważ w ten sposób odciążamy pracę wątroby. Efekty te nie zależą od leków, ponieważ leki nie niszczą wirusa i nie regenerują wątroby. Leki podaje się tylko profilaktycznie. Tylko że ta profilaktyka, jaką zaobserwowałem, bardzo obciąża naszą kieszeń (około 200-300 zł miesięcznie, zupełnie niepotrzebnie) oraz nasze Państwo, bowiem pieniądze na lekarstwa, które podaje się nam w szpitalu, pochodzą z Narodowego Funduszu Zdrowia. Skoro posiadamy wiedzę na temat najlepszych, najtańszych leków, za zaoszczędzone pieniądze można by podwyższyć od razu pensje lekarzom i osobom wchodzącym w skład personelu medycznego. Poza tym, dieta stosowana w szpitalu według mnie jeszcze bardziej pogarsza stan zdrowia, ponieważ skład pożywienia musi dodatkowo przesilać wątrobę. Z zaobserwowanych przeze mnie osób, które opuszczały szpital, wyniki Aspat i Alat po miesiącu czasu wynosiły 200-300 U/l przy maksymalnym wzroście Alat 1500 u/l. Należy też pamiętać, że zbyt mała ilość węglowodanów, np. <40 g u osób do 160 cm, i <50 g u osób powyżej 180 cm wzrostu również dodatkowo obciąża wątrobę. Taka ilość węglowodanów jest za mała na pokrycie potrzeb organizmu i zmusza wątrobę do produkcji ich z białka. Trzeba pamiętać, że nie istnieją obecnie żadne leki, które by zniszczyły wirusa. Nasze wyleczenie zależy tylko od wysokiej odporności naszego organizmu oraz od maksymalnego odciążenia wątroby od niepotrzebnej pracy. Odporność natomiast zależy od składników, jakie codziennie zjadamy w postaci pożywienia. Żywienie optymalne jest metodą przyczynową wyleczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, ponieważ samo w sobie jest najlepszym, najtańszym lekiem, które możecie jeszcze obecnie kupić, np. od kobiety sprzedającej „prawdziwe” jajka lub w dobrych sklepach mięsnych, gdzie kupicie prawdziwe, zdrowe, ekologiczne mięso. Gdyby terapia szpitalna nie pomogła, jedynym rozwiązaniem, które uratowałoby mi życie, byłoby zastosowanie leku o nazwie Interferon, którego miesięczny zestaw kosztowałby mnie wtedy 9 tyś. zł. Lek ten nie eliminuje wirusa, tylko służy wzmocnieniu odporności przed wirusem.

W tamtym czasie musiałbym sam za niego zapłacić dlatego Ż.O. rozwiązało moje problemy finansowe i pozwoliło zaoszczędzić mi 8900 zł, ponieważ kwota jaką wydałem na żywienie wynosiła zaledwie ponad 100 zł. Obecnie interferon jest refundowany a pacjent mając pozorne profity z bezpłatnego leczenia, wciągany jest w marketing systemu medycznego. Państwo, czyli my i tak to płacimy a pacjent po tej kuracji przez pierwszy rok stopniowy powraca do formy sprzed zabiegu. Trzeba przyznać, że ta metoda jest już średniowieczna i stosowana ze względu na zyski firm farmaceutycznych.

W ciągu 3 tygodni stosowania żywienia optymalnego w szpitalu zjadłem: 20 całych jaj, 62 żółtek, 217g łopatki, 1053 g żołądków i serc, 323 g karczku. 794 g golonki – do tego oczywiście masło i chleb pszenny lub maca. Te leki okazały się najskuteczniejsze i najtańsze, i najlepsze, ponieważ zadziałały w praktyce. Zatem koszt „leków”, jakie dostarczyli mi rodzice w ciągu miesiąca, zmieścił się miedzy 100 a 150 zł. łącznie z pożywieniem. Czy jest to dużo? Nie wydawałem i obecnie nie wydaję żadnych pieniędzy na lekarstwa. Po wyjściu ze szpitala nie wykupiłem żadnego leku z tych, które mi przepisano, a moje wyniki obecnie są idealne. Zastanówcie się nad tym. W sumie, w szpitalu byłem równy miesiąc. Kiedy opuszczałem szpital, Aspat wynosił 31 u/1, Alat 60 U/1, bilirubina 2 mg/dl, cholesterol 244 mg%, HDL 48%, triglicerydy: 104 mg% i waga zmniejszyła się o 7,5 kg przy wzroście 180 cm waga spadła mi do 76,5 kg. Po 1, 5 miesiąca od wyjściu ze szpitala w dniu 12 października 2004 wyniki wynosiły -OB; 8, cholesterol ogólny 190 mg/dl, HDL 69 mg/dl, trójglicerydy 85 mg/dl, LDL 104 mg/dl, glukoza 94, bilirubina 0,95 mg/dl, Aspat 36 U/1, Alat 34 U/1, Pr. tymolowa 1,0 j. M.L, GGTP 14 U/L fo-alk. 36 U/L i praktycznie do dnia dzisiejszego się nie zmieniły.

Na koniec chciałem powiedzieć Państwu, że w chwilach, kiedy wydaje nam się, że czujemy w życiu dobrze, może przyjść pewien moment zwrotny, na który – wiem już – musimy być przygotowani. Ten moment pojawia się, aby nam uświadomić, że nic na tym świecie nie jest stałe. Nawet nasze zdrowie. W sytuacjach zagrożenia życia stajemy się bezbronni, świat materialny przestaje być już naszym celem i zaczynamy myśleć innymi kategoriami. W tych chwilach pojmujemy znaczenie tego, co jest w życiu ważne. Najlepszym lekarstwem, jakie możecie wtedy bliskim dać, jest opieka wynikająca z troski. Są nimi słowa, które chcielibyśmy usłyszeć: „Będzie dobrze”, „Będzie pan/pani żyć”. Człowiek w potrzebie szuka pomocy, oparcia, ciepła. Jest nim dobre słowo pełne nadziei życia, lepszego jutra.

         Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. Z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach możemy najczęściej i będziemy mogli liczyć tylko na siebie. I to od tego, co wiemy dzisiaj, zależy nasza przyszłość. Od naszej wiedzy i determinacji w jej egzekwowaniu zależy stan naszego umysłu. Wiedziałem, że dr Kwaśniewski ma rację i własnym przykładem udowodniłem lekarzom A. B. C, personelowi medycznemu oddziału oraz pacjentom, z którymi się zetknąłem, że to, co mówiłem do nich i robiłem, jest prawdą. Młody chłopak imieniem Marcin, który leżał ze mną w szpitalu na wątrobę, po wyjściu napisał mi sms-a: „Odkąd wyszedłem ze szpitala wyniki zaczęły mi się poprawiać. Ale to pewnie dzięki Twojej diecie”.

         Dzisiaj prowadzę Arkadię „Kraus” Online, która dostępna jest dla tych, który mają internet. Dla tych bowiem, którzy nie są w stanie odwiedzić naszą przychodnie w Bielsku-Białej, ta forma kontaktu, umożliwia stałe wsparcie fizyczne i psychiczne zarówno pod kątem zastosowania diety jak i również prądów selektywnych w domu.

Specjalizujemy się w leczeniu chorób cywilizacyjnych. Jesteśmy dzisiaj przygotowani, aby Państwu służyć przykładem i pomagać doświadczeniem. Zdrowie mimo wszystko jest najważniejsze a wiedzą o tym Ci, którzy je utracili. Ja wiem, że dieta optymalna działa. Teraz i Wy już to

Dietetyk Piotr Kraus –

Arkadia „Kraus” Bielsko-Biała

optyfitzoltkowa

ŻYWIENIE OPTYMALNE W SŁUŻBIE ZDROWIA LUDZKOŚCI

Od wieków ludzkość poszukiwała uniwersalnego środka na młodość, zdrowie i urodę. W starożytności uczony Herodot napisał: „Z potraw, które się zjada, pochodzą wszystkie choroby ludzkie.” Co należy zjadać i jakie potrawy powinny być na talerzu, zostało wskazane dopiero w XX wieku przez dr.        Jana Kwaśniewskiego.

Dokonał on odkrycia, które jest kodem zdrowia. Jest to proporcja pomiędzy białkiem, tłuszczem i węglowodanami, która gdy występuje w żywieniu zapewnia prawidłowe funkcjonowanie organizmu człowieka. Proporcja ta stanowi zdecydowaną przewagę tłuszczów nasyconych i wynosi B:T:W 1:2,5-3,5:0,5-08. Opierając się na doświadczeniach zdobytych w trakcie 12-letniego okresu stosowania żywienia optymalnego oraz obserwacji wyników osiąganych przez pacjentów stosujących je, mogę potwierdzić, że jest ona kodem zdrowia i życia. Kto stosuje żywienie optymalne jest wygrany, a główną wygraną jest zdrowie, sprawny umysł i ciało.

Żywienie optymalne powinno być wprowadzone do medycyny jako przyczynowa metoda leczenia schorzeń cywilizacyjnych, nowotworów i otyłości. Obecnie lansowana piramida żywieniowa, zatwierdzona przez WHO, jako podstawę wskazuje węglowodany – tłuszcze zalecając w minimalnych ilościach i to preferując tłuszcze roślinne nienasycone. Od dziesięcioleci tłuszcze zwierzęce nasycone w żywieniu są krytykowane przez współczesne organizacje zajmujące się             ochroną zdrowia. Słyszymy, że zatykają tętnice i powodują choroby serca. Jest tylko jeden problem. Nikt tego nigdy nie udowodnił. Przekonanie o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych wprowadził do medycyny biochemik amerykański dyrektor Laboratorium Higieny Fizjologicznej Uniwersytetu w Minnesocie dr Ancel Keys. W 1958 roku wprowadził swoją teorię w postaci wykresu wskazującego zależność pomiędzy spożywaniem tłuszczów a poziomem cholesterolu we krwi, który wykazywał, że im wyższe spożycie tłuszczów, tym wyższy poziom cholesterolu we krwi. 12 lat później opublikował badanie pod nazwą „Badanie Siedmiu Krajów”, w którym to nie znalazł żadnego związku pomiędzy spożyciem tłuszczu a poziomem cholesterolu. Z czasem zmienił swój sposób myślenia dotyczący tłuszczów. Uznał, że złoczyńcą jest tłuszcz nasycony, który podwyższa poziom cholesterolu, podczas gdy tłuszcz nienasycony go obniża. Stworzył wzór matematyczny, który pozwalał przewidzieć, co się będzie działo z poziomem cholesterolu zależnie od zastosowanej diety. Według tego wzoru poziom cholesterolu wzrasta po spożyciu tłuszczu nasyconego, a zmniejsza się po spożyciu tłuszczów wielonienasyconych, które są zawarte w olejach roślinnych. Niestety dr Keys zignorował dowody zaprzeczające jego teorii, wykluczając te populacje i dane, które nie pasowały do jego wniosków. W słynnym Badaniu Siedmiu Krajów wzięte były pod uwagę populacje Japonii, Włoch, Australii, USA, Kanady, Anglii i Walii. Dwie populacje, o których dr Keys nie wspomniał w swoich badaniach, to Masajowie i Samburowie, szczepy afrykańskie, których pożywienie składa się prawie wyłącznie z mięsa i mleka krów sebu uzupełniane jedynie krwią bydła, które hodowali. Dieta taka składa się w 60% z tłuszczów nasyconych, a jednak, jak to udowodnił w swoich badaniach dr George Man z Vanderbit University w latach 60-tych XX wieku, plemiona Masajów i Samburu mają najniższy poziom cholesterolu jaki stwierdzono kiedykolwiek u ludzi, co więcej – są szczupli i nie występują u nich choroby serca. Dr Keys „zamydlał oczy” stwierdzeniem, że jest to pewnie jakaś predyspozycja genetyczna, co było pomijaniem faktów. We wszystkich swoich badaniach związku pomiędzy spożyciem tłuszczów a poziomem cholesterolu w państwach Europy i Ameryki pominął fakt, że równocześnie w tych krajach było wysokie spożycie węglowodanów. Istnieje wiele badań naukowych z Harvardu i innych amerykańskich i europejskich uniwersytetów, że obecnie polecana beztłuszczowa dieta to mit i nie zapobiega ona zachorowalności na zawał serca i wysokiemu poziomowi cholesterolu. Pomimo, że dr Keys w swoich badaniach pominął wszystkie wątki i obserwacje, które były niezgodne z oczekiwaniami współczesne organizacje ochrony zdrowia jak mantrę wciąż przywołują owo badanie Siedmiu Krajów.
W latach 70-tych ubiegłego wieku w Ameryce kardiolog Robert C. Atkins rozpoczął propagowanie diety odmiennej od trendów wyznaczonych przez Ancela Keysa. Dieta Atkinsa charakteryzowała się niską zawartością węglowodanów, propagowała spożycie białek zwierzęcych nie unikając tłuszczów nasyconych. „Stawiam znak równości pomiędzy kulinarnymi rozkoszami a zdrowym jedzeniem” napisał w swojej książce dr Atkins. Jego dieta została przebadana przez naukowców z Philadelpia Veterans Affair Center. Przez 6 miesięcy badano 132 bardzo otyłe osoby. Połowa z nich była na diecie niskowęglowodanowej Atkinsa, a połowa na niskotłuszczowej. Pacjentom z pierwszej grupy ograniczono spożycie węglowodanów do 30 g dziennie. W drugiej zredukowano tłuszcze tak, aby stanowiły tylko 30% energii przyjmowanej z pożywienia. Po zakończeniu eksperymentu osoby z grupy dr Atkinsa schudły średnio 5,8 kg, a osoby na diecie niskotłuszczowej średnio 1,8 kg. Nie zaobserwowano znaczących skoków ciśnienia i poziomów cholesterolu u nikogo z żadnej grupy. Za to u pacjentów stosujących dietę Atkinsa stwierdzono o 20% niższe stężenie trójglicerydów. Uczeni z Uniwersytetu z Pensylwanii obserwowali grupę 63 otyłych mężczyzn i kobiet przez rok. Przez rok zwolennicy tłustych posiłków zrzucili średnio 4,3 kg, a osoby na diecie beztłuszczowe tylko 2,4 kg. Co więcej u stosujących dietę Atkinsa stwierdzono wyższy poziom dobrego cholesterolu HDL i niższy poziom trójglicerydów.
Media tak wbiły w głowę piękne, miażdżycowe, niczym niepotwierdzone teorie, że przejście na normalne, zdrowe jedzenie naprawdę wymaga odwagi, a zalecanie dobrego odżywiania przez lekarzy optymalnych to już nie głos rozsądku, ale niemal herezja i zuchwalstwo. Medialne bajki o miażdżycy i cholesterolu, i świat, który jest widoczny w okienku telewizora i na okładce kolorowej gazety, czy nawet czasopisma medycznego, nie zawsze jest prawdziwy. W latach 60-tych ubiegłego wieku dr Jan Kwaśniewski dokonał odkrycia, które wyjaśnia nieścisłość stosowanej na świecie piramidy żywieniowej i może przyczynić się do uzdrowienia społeczeństw. Jest dla medycyny i dla służby zdrowia wszystkich krajów odkryciem przełomowym, którego znaczenie dla nauki jest równie wielkie jak odkrycie właściwego ruchu planet wokół Słońca, sformułowanie teorii względności przez Einsteina, czy rozbicie jądra atomowego. W latach 70-tych zostały przeprowadzone badania diety optymalnej w Łodzi w Zakładzie Higieny pod kierunkiem prof. Rafalskiego, a patronatem krakowianina XX wieku prof. Juliana Aleksandrowicza. Badania te trwały 6 miesięcy, wykonane były w ramach tematu resortowego MZiOS. „Wpływ diety niskowęglowodanowej na stan zdrowia, stan odżywienia oraz gospodarkę lipidów w organizmie”. W badaniach ludzi w okresie 6 miesięcy stosowania diety wysokotłuszczowej nie ujawniły się objawy hyperurykemii, hypercholesterolemii i ketozy, które stanowią główne zastrzeżenia przeciwko diecie niskowęglowodanowej. Dieta spowodowała istotny spadek masy ciała u osób z nadwagą, a ponadto:
1. nie spowodowała uchwytnych niekorzystnych zmian w stanie zdrowia (ocenianym na podstawie szerokiego wachlarza badań klinicznych i laboratoryjnych);
2. spowodowała uchwytne korzystne zmiany w stanie zdrowia badanych mężczyzn. Zaliczyć do nich należy:

-poprawę wydolności fizycznej

-poprawę wydolności układu krążenia

-złagodzenie objawów choroby wieńcowej

-poprawę sprawności narządu oddechowego i mniejsze zużycie tlenu.

Reasumując: brak dowodów na stwierdzenie, że dieta wysokotłuszczowa zalecana przez dr. Jana Kwaśniewskiego jest niebezpieczna dla zdrowia człowieka, a istnieją wręcz przeciwne dowody, że oddziaływuje ona pozytywnie na organizm ludzki.
Ośrodki światowe zajmujące się żywieniem zalecają stosowanie diety niskowęglowodanowej pod opieką lekarzy. Dietę tę zaleca się w cukrzycy, otyłości, chorobach serca, miażdżycy, jako mającą działanie przeciwzapalne i podnoszącą odporność na choroby infekcyjne, mogącą silnie oddziaływać pozytywnie w schorzeniach oczu i narządu ruchu, w zaburzeniach nastroju, takich jak zespół niedoboru skupienia uwagi, depresja, zaburzenia lękowe i agresja. Istnieją ciekawe doniesienia naukowe na temat przeciwpadaczkowego działania diety niskowęglowodanowej. W kontrolowanym badaniu z randomizacją, przeprowadzonym wśród 145 dzieci w wieku od 2 do 16 lat, u których drgawki występowały częściej niż 7 razy w tygodniu, a które nie reagowały na leczenie autorka badania dr Helen Cross z Instytutu Zdrowia Dziecka Szpitala Great Omond Street w Londynie wykazała 38% redukcję drgawek u dzieci, u których stosowano dietę niskoweglowodanową i wysokotłuszczową, nazywaną dietą ketogeniczną. Prezydent Lech Wałęsa po zastosowaniu diety optymalnej schudł 12 kg oraz przestał przyjmować insulinę, stosowaną w leczeniu cukrzycy.
W Polsce jest już ponad 2 miliony optymalnych, czyli zwolenników sposobu żywienia bogatego w tłuszcze i ubogiego w węglowodany, a ich liczba stale rośnie. Wielu optymalnych obserwuje wzrastający poziom cholesterolu ogólnego. Mimo iż jest to objaw prawidłowy, ponieważ cholesterol jest potrzebnym dla funkcjonowania i naprawdę cennym dla życia związkiem, dyktatura współczesnej diagnostyki medycznej i stałe przekraczanie ustalanych przez nią norm budzą obawy szybkiego zachorowania na miażdżycę. Jest to absolutny błąd. Mało kto ze świata lekarskiego jest poinformowany o wynikach długoletnich badań przeprowadzonych przez prof. J. Tatonia, znanego specjalisty od cukrzycy w naszym kraju (Katedra i Klinika Chorób Wewnętrznych i Diabetologii

AM w Warszawie), na reprezentatywnej grupie ochotników. Zebrane zostały one w artykule: ”Leczenie hypercholesterolemii – druga strona medalu”. Wnioski jasno wskazują na brak celowości powszechnie stosowanego farmakologicznego obniżania poziomu cholesterolu. Wykazują, że:

  1. powyżej 50 r. życia nie ma wzrostu umieralności ogólnej, niezależnie od tego czy stężenie cholesterolu we krwi jest wysokie czy niskie,
  2. nie ma korelacji między stężeniem cholesterolu w wieku lat 60 a umieralnością z przyczyn sercowo- naczyniowych,
  3. w przedziale 48-55 lat najmniejszy procent przeżycia był u kobiet

z niskim poziomem cholesterolu (180%),

  1. sztuczne obniżanie cholesterolu we krwi za pomocą leków np. Clofibrat

zwiększa umieralność o 47%, umieralność z przyczyn sercowo- naczyniowych o 76%, zaś umieralność z przyczyn nowotworowych o 68%,

  1. niski poziom cholesterolu zwiększa ryzyko udaru krwotocznego mózgu oraz innych chorób np. nowotworowych, przewodu pokarmowego.

Pogląd jakoby cholesterol znajdujący się we krwi osadzał się wewnątrz tętnic powodując zmiany miażdżycowe jest całkowicie błędny, co jednoznacznie wykazał lek. med. Józef Kobos z Zakładu Anatomii Patologicznej WAM. W artykule opublikowanym w „Problemach” nr 5/1983, zatytułowanym „Miażdżyca – w świetle ostatnich badań” opisuje on proces powstania płytki miażdżycowej wytwarzanej z lipidów (w tym cholesterolu) wewnątrz ściany naczynia krwionośnego. Widać więc, że poziom „zjadanego” cholesterolu nie wpływa na rozwój miażdżycy, ponieważ blaszka miażdżycowa, a w konsekwencji zablokowanie ściany naczynia następuje wskutek produkcji cholesterolu w jego ścianie, a nie wskutek osadzania się go z płynącej krwi. W jakich warunkach następuje rozwój blaszki miażdżycowej wskutek produkcji cholesterolu i trójglicerydów w ścianie naczynia krwionośnego? Odpowiedź jest jednoznaczna: W warunkach niedoboru tlenu w ścianie tętnicy, w wyniku którego komórki ścian naczynia spalać muszą glukozę jako źródło energii. W wyniku tego procesu powstają trójglicerydy i cholesterol jako popiół metaboliczny w ścianie naczynia. Tak się dzieje, gdy przyjęty model odżywiania zawiera przewagę węglowodanów. Gdy zmniejszamy ilość glukozy w diecie i źródłem energii stają się tłuszcze nasycone ściana tętnicy „oddycha” i nie dochodzi do powstawania w niej zbędnych lipidów i złogów lipidowych. Żywienie wysokotłuszczowe powoduje ustępowanie zmian miażdżycowych i „oczyszczanie”, a nie „zatykanie” naczyń krwionośnych. Istnieją badania, przytaczane wielokrotnie przez dr. Jana Kwaśniewskiego, że cholesterol zjadany znakowany izotopem węgla C14 nie odkładał się w ścianach naczyń, a znakowane węglowodany już po godzinie odkładały się w ściankach naczyń w postaci cholesterolu. Cytowane badania zostały wykonane w latach 70-tych przez R.W. Stout’a i opublikowane w czasopiśmie medycznym „Lancet” w 1968 roku. Pod tytułem „Insulin-stimulated lipogenesis in arterial tissue in relation to diabetes and atheroma”. W prostych, a zarazem świetnych badaniach Stout pokazał, że gdy szczurom poda się dożylnie insulinę wraz z glukozą znakowaną węglem C14 lub octanem glukozy, to powoduje znacznie większą inkorporację owych substancji do lipidów w ścianie aorty, niż gdy poda się je bez insuliny. Drugi oczywisty wniosek to fakt, że nawet bez dodatkowej insuliny tłuszcze oraz cholesterol wytwarzane są w ścianie tętnic z glukozy lub z półproduktów jej rozpadu. Ten fakt Stout potwierdził ostatecznie rok później w artykule zamieszczonym w „Lancet”, pt. „Insulin stimulated of cholesterol synthesis by arterial tissue”. Tym razem szczurom wstrzyknął samą glukozę znakowaną C14 lub insulinę i znakowaną glukozą po czym dokonał pomiaru cholesterolu znakowanego w ścianie aorty. Insulina powodowała dramatyczny (25%) wzrost produkcji poziomu cholesterolu w ścianie aorty, ale nie w osoczu krwi. Gdy w drugiej części badań szczury dostały dożylnie znakowany cholesterol z lub bez insuliny poziom cholesterolu w ścianie aorty pozostawał niezmieniony.

Z powyższych badań wniosek był i jest ciągle ten sam – tłuszcze i cholesterol powstają w ścianach naczyń, a nie dostają się tam z osocza krwi. To potwierdza, że nie należy ciągle się o jego poziom martwić i traktować go jako parametr stanu zdrowia. Co ważniejsze, insulina jest silnym stymulatorem syntezy lipidów w ścianach naczyń tętniczych, co oznacza, że podawanie jej cukrzykom znacznie przyspiesza rozwój miażdżycy. W tym świetle współczesne zalecenia dietetyczne i standardy medyczne, szczególnie dla cukrzyków, są niczym innym jak realizacją programu na powolne wymieranie dużej i rosnącej liczby ludzi chorych na cukrzycę i miażdżycę w wielu krajach. Skuteczność diety wysokotłuszczowej, optymalnej zyskuje coraz większe uznanie i coraz więcej potwierdzeń. Najwyższy czas, aby pomimo wielu wysiłków i działań zespołów powołanych przez Ministerstwo Zdrowia, np. ds. walki z otyłością czy z rakiem, które jednak nie zmniejszają przyczyny problemu w żaden sposób, sięgnięto po badania przyczyny tych schorzeń, czyli po badania nad dietą optymalną, której zastosowanie może przynieść istotny przełom. Należy wzbogacić współczesne zalecenia medyczne o najnowsze spostrzeżenia medycyny XXI wieku. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o tym, że całkowicie odmienny powinien być powszechnie przyjęty model odżywiania. Istnieje wiele różnorodnych diet tak jak i wiele rozmaitych religii. Wśród diet istnieje sposób odżywiania nazwany optymalnym dlatego, że charakteryzuje się najlepszym i najkorzystniejszym sposobem pozyskiwania energii przez organizm ludzki, co w konsekwencji powoduje ustępowanie zaburzeń chorobowych. To, że założenia żywienia optymalnego są odmienne od dotychczas przyjętych nie oznacza, że nie należy jej lansować. Należy czynić wysiłki, aby ją propagować. Wieloletnia praca badawcza dr. Jana Kwaśniewskiego doprowadziła do odkrycia nowych, nieznanych uwarunkowań organizmu ludzkiego na spożywaną żywność w funkcji fizjologiczno-metabolicznej. Autor metody „optymalnego żywienia” udowodnił w swoich publikacjach biochemiczne znaczenie żywności na organizm człowieka. Korzystne działania białek, tłuszczów i węglowodanów w codziennym żywieniu zależą od ich wzajemnej proporcji, co potwierdzają moje doświadczenia w praktyce lekarskiej u pacjentów żywiących się optymalnie.

Osoby z instytucji państwa polskiego odpowiedzialne za zdrowie człowieka udowodniły, że ich domeną nie jest troska o człowieka szczególnie chorego. Dowodzi tego oportunizm oraz brak zainteresowania podjęciem badań uaktualniających badania przeprowadzone w latach 70-tych XX wieku dotyczących żywienia optymalnego. Sprawa metody żywienia optymalnego jest przez państwo przemilczana od wielu lat. Środki na realizację tych badań były przyznane w latach 70-tych w wysokości 7 mln zł z funduszu prac badawczych z rezerwy Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Realizację tych badań przerwało jednak ogłoszenie stanu wojennego. Czas najwyższy, aby osoby odpowiedzialne w naszym kraju powróciły do badań nad najkorzystniejszym modelem powszechnego żywienia, a politycy zainteresowali się tym tematem, który powinien stać się pierwszoplanowy.

 

Lek. Agata Płowecka

Przewodnicząca Komisji Zdrowia OSO

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”logooptymalni

 

 

Wszystko co chciałbyś wiedzieć o zupie pomidorowej…..

       Zupa pomidorowa jest znana przez każdego. Jest to popularna zupa w wielu krajach gdzie występują jej różne sposoby przygotowania. Nazwa zupy pochodzi od głównego składnika jakim są pomidory. Które to do naszego kraju sprowadziła z Włoch królowa Bona. Była to roślina na początku hodowana jako roślina ozdobna później dopiero zaczęto wykorzystywać ją do celów kulinarnych. Pomidory zawierają w swym składzie wiele cennych składników odżywczych. Są dobrym źródłem karotenów i potasu. Są uważane za antyrakotwórcze ze względu na występujący w nich likopen. Pomidory mają dużą wartość smakową i są obecnie powszechnie wykorzystywane w kuchni, będąc składnikiem wielu potraw. Jedną z nich jest właśnie popularna i każdemu znana zupa pomidorowa, która można łatwo ugotować.

Podstawą każdej dobrej zupy jest wywar który gotujemy długo na kościach wieprzowych, wołowych z dodatkiem warzyw i przypraw. Gotując wywar na golonkach, nogach wieprzowych otrzymujemy wywar kolagenowy który jest również bardzo wartościowy. Czasem jest tak, że jak w niedziele gotujemy rosół to w poniedziałek mamy pomidorową ugotowaną na rosole który został nam z niedzieli. Jednak większość osób gotuje żupę pomidorowa na wodzie dodając sztuczną kostkę rosołową. Nie jest to sposób godny polecenia. Taka zupa swoim wyglądem przypomina zupę pomidorową ale nie ma wszystkich niezbędnych składników odżywczych jakie zawiera prawdziwy wywar na zupę.

Następnie musimy wziąć 20 dużych dojrzałych pomidorów, obrać z ogonków i liści, rozkroić po połowie w poprzek, i pokroić w kostkę. Pół kostki masła rozpuścić w garnku, wkładamy pomidory i parę pokrajanych w kostki środków cebuli i lekko musimy to podsmażyć oraz poddusić przez kwadrans. Dla nadania zupie lepszego koloru i ostrzejszego smaku możemy do pomidorów dodać zmielonej słodkiej lub ostrej papryki. Następnie rozprowadzić taką ilością wywaru kolagenowego, aby zupa nie była zbyt rzadka. Dodajemy startą marchewkę, seler i pokrojony kawałek pora w paseczki. Możemy też część warzyw ugotowanych w wywarze zmiksować razem z pomidorami, wtedy zupa będzie bardziej zawiesista i nie ma potrzeby zaciągania mąką. Gotujemy ok. 15 min by warzywa zmiękły ale się nie rozgotowały. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz dodajemy trochę magii. Przed wydaniem zagotować i dodać do niej zahartowanej gęstej tłustej kwaśniej śmietany. Do tej zupy podaje się zwykle ryż na gęsto gotowany z masłem, lecz można także dawać grzanki, w kostkę krajane i smażone na maśle. By wzbogacić wartość odżywczą zupy możemy do niej dodać wkładkę składającą się z pulpecików mięsnych. Do zupy na koniec podajemy posiekaną zielona pietruszkę. Zamiast makaronu możemy zastosować ugotowane skórki wieprzowe które dodatkowo dostarczą naszemu organizmowi kolagenu.

 

 

 Wywar kolagenowy:

Kości szpikowe, skórki wieprzowe, golonka lub nóżki wieprzowe – ratki 1 kg gotujemy 4 h na małym ogniu z przyprawami ziele angielskie, pieprz, liść laurowy, tymianek, cebula i czosnek mogą być w łupinach przeciąć na pół.

Do wywaru pod koniec dodajemy warzywa i gotujemy jeszcze 30 min.

 

Marchew 300g

Seler 150g

Pietruszka korzeń 50g

 

Litr ugotowanego wywaru wykorzystujemy do zrobienia zupy dla 4 osób

Por 1 szt.

Zielona pietruszka

Cebula 1 szt

Pomidory 20 szt

Śmietana kwaśna ukwaszona kremówka 30% – 100 ml

Masło 150 g

Ryż 100g

 

Zupę przygotowujemy według powyższego przepisu.

 

 

Życzę smacznego

 

 zupapomidorowa

 Przepis został również opublikowany w miesięczniku Optymalni 

logooptymalni

 

 

 

CIAŁA KETONOWE – KILKA CIEKAWOSTEK

Ciała ketonowe to – mówiąc obrazowo – drobne fragmenciki kwasów tłuszczowych, które wykorzystane mogą być w organizmie jako paliwo. Są one alternatywnym produktem utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w wątrobie.

Proces powstawania ciał ketonowych nosi nazwę ketogenezy, który należy odróżnić od utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w prawidłowych warunkach, który to z kolei nazywa się betaoksydacją. W jej wyniku powstaje acetylokoenzym A, a z niego potem związki bogatofosforanowe, które są właściwym paliwem dla mózgu i serca. W związku z powyższym ciała ketonowe nazywane są „niedopałkami tłuszczowymi”. Są łatwym i „awaryjnym” źródłem energii dla mózgu i serca, które je chętnie wykorzystują w warunkach niedoboru związków bogatofosforowych, czyli w rozmaitych sytuacjach „kryzysowych”, takich jak:

-okresy głodówki

-nadmierny wysiłek fizyczny

-infekcje

-błędy żywieniowe: nadmierne obciążenie wątroby białkiem, zbyt mała podaż węglowodanów, nadmierna ilość zjedzonych tłuszczów

-cukrzyca – przy nieprawidłowej regulacji insuliną, przy normalnej diecie lub przy nadmiernym wysiłku fizycznym u cukrzyków

-nadużywanie alkoholu

-w ciąży przy ograniczonym spożyciu węglowodanów.

„Ciała ketonowe w moczu, nie mające żadnego znaczenia patologicznego mogą występować u ludzi stosujących dietę bogatotłuszczową” – wg Biochemii Harpera. Lepiej jest jednak, aby ich nie było. U ludzi bez cukrzycy wystarczy 10-15 g dodatkowych węglowodanów /na dobę i ciała ketonowe znikają. Brak reakcji na zwiększanie ilości węglowodanów, jak w przypadku autora listu, świadczy o niedoborze insuliny w organizmie. Węglowodany zjadane w coraz większej ilości i brak znikania ciał ketonowych w moczu nawet przy spożyciu 100 g jest spowodowane niemożnością przyswajania tych węglowodanów z powodu braku insuliny. Organizm nie może spalić glukozy bez uprzedniego jej wprowadzenia z krwi do komórki, co czyni właśnie insulina. Przy jej niedoborze organizm musi wykorzystać inne źródło energii i spala w większej ilości wolne kwasy tłuszczowe i to w sposób „łatwiejszy”, czyli w drodze ketogenezy. Dlatego powstaje wtedy więcej ciał ketonowych oznaczanych w moczu. W tym przypadku dalsze zwiększenie ilości węglowodanów w diecie nie spowoduje zniknięcia ciał ketonowych – nawet należy wtedy zmniejszyć spożycie cukru do poziomu 50 g /dobę. Jeżeli ciała ketonowe utrzymują się przy większym spożyciu węglowodanów oznacza to także nadmierne obciążenie wątroby. Dzieje się tak, gdy wątroba nie może dostarczyć wystarczającej ilości związków wysokoenergetycznych fosforanowych tak, aby pokryły one zapotrzebowanie ważnych dla życia narządów. Wówczas wątroba wytwarza ciała ketonowe, co jest dla niej łatwiejsze. Zmusza w ten sposób serce i mózg do ich spalania. Należy w takim razie, w każdym przypadku pojawienia się ciał ketonowych w moczu, przeanalizować czy proporcje BTW w diecie są prawidłowe. Nadmiar któregoś ze składników może powodować niepotrzebną pracę wątroby i właśnie ketonemię.

Ciała ketonowe to beta-hydroksymaślan, acetooctan i aceton. W największej ilości, bo ok. 70% ciał ketonowych, to beta-hydroksymaślan. Ketony pojawiają się najpierw we krwi, a potem dopiero w moczu i przy właściwej ocenie stanu organizmu powinniśmy się kierować poziomem ciał ketonowych w surowicy. Prawidłowy poziom ciał ketonowych we krwi wynosi 0,2 mmol/l. Niebezpieczny dla zdrowia i życia jest poziom 20 mmol/l, który oznacza kwasicę ketonową i zagraża śpiączką. Dla przykładu poziom ciał ketonowych we krwi w rożnych sytuacjach jest następujący : głodzenie 1 mmol/l, okres powysiłkowy ok. 2 mmol/l, głodzenie 1 tydzień 5 mmol/l, dieta ketogenna 5-6 mmol/l, głodzenie 3-4 tygodnie 6-8 mmol/l. Funkcje oznaczania ciał ketonowych we krwi posiadają niektóre glukometry, jednak większość nie i potrzebne są do tego specjalne paski. Ciekawe jest, że wzrost stężenia beta-hydroksymaślanu we krwi w czasie głodzenia pow. 5 mmol/l jest unikalny wyłącznie dla ludzi. Zbadano, że nawet w przypadku niedźwiedzi amerykańskich, podczas 4 miesięcy snu zimowego, stężenie beta-hydroksymaślanu nie przekracza 1 mmol/l, co wiąże się ze stosunkowo niskim zapotrzebowaniem energetycznym mózgu tych zwierząt (jedynie 5% spoczynkowej przemiany materii, podczas gdy u dorosłego człowieka jest to 20%, a u noworodka aż 60-70%). Ciała ketonowe zaspokajają prawie połowę zapotrzebowania energetycznego mózgu noworodka w pierwszych 2-3 dniach od momentu narodzin, co w tym okresie związane jest z niską zawartością laktozy w mleku matki. Dlaczego w tak krytycznym momencie mleko matki jest ubogie w laktozę? Niewątpliwie jest to interesujące pytanie, odnośnie fizjologicznej roli „tłuszczowych niedopałków”. Dodatkowo stężenie ciał ketonowych we krwi noworodków i niemowląt zaledwie po 2-3 godzinach bez pokarmu, osiąga poziom obserwowany u osób dorosłych po 2-3 dniach głodzenia.

Co powinien uczynić Autor listu? Po pierwsze: przeanalizować skład swojej diety pod względem czynników mogących obciążać wątrobę, czy np. nie ma w niej zbyt dużej ilości białka. Nie zwiększać już dalszego spożycia węglowodanów, a nawet je zmniejszyć. Nie mam innych danych odnośnie przyjmowanej insuliny, ilości ciał ketonowych, poziomu trójglicerydów, wagi, wzrostu. Być może istnieje tu konieczność przyjmowania małych dawek insuliny, ale nie mogę tego bez powyższych danych ocenić. Niewątpliwie na pojawienie się ciał ketonowych w moczu ma też wpływ wykonywany przez pacjenta duży wysiłek fizyczny w pracy. W tym przypadku dodatkowy wysiłek rekreacyjny jest wskazany, ale tylko w przypadku gdy nie jest on duży i jest dla organizmu przyjemny. Może to być rower, pływanie, długi spacer. Całkiem usprawiedliwiony jest w tym przypadku odpoczynek i zmniejszanie do maksimum obciążania organizmu – czyli domowe pielesze, kanapa, ciepłe kapcie, mecz piłki nożnej – ale w TV – i piwo (20 g węglowodanów). Na zdrowie.

 

Reasumując. Z ciałami ketonowymi jest podobnie jak z cholesterolem. Przez całe lata przypisywano im wyłącznie patologiczną rolę w organizmie. A tymczasem wcale tak nie jest. Ich fizjologiczna rola jest ogromna i spełniają ważną funkcję jako paliwo. Ale zawsze potrzebna jest wiedza o funkcjonowaniu organizmu i przy jej zastosowaniu możemy być zdrowi i sprawni.

 

Lek. Agata Płowecka

Potrzebujesz konsultacji lekarskiej zapraszam w Częstochowie do „Złotej Przychodni”

bannerzłotaprzychodnia

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”

DOKTOR DIETA

        Najlepszymi lekarzami na świecie są: doktor dieta, doktor spokój i doktor dobry humor.

            Jonathan Swift (1667-1745)
angielski pisarz autor satyry „Podróży Guliwera”

 

Doktor dieta tylko wtedy potrafi być skuteczny, kiedy bierze pod uwagę skład pożywienia najwłaściwszy dla człowieka. Skład diety zawsze zależy od proporcji między trzema podstawowymi składnikami naszego jadła, tj. białkiem tłuszczem i węglowodanami. O tym jakie powinny być te proporcje, mówi opracowany przez doktora Jana Kwaśniewskiego wzór życia, czyli zasada złotej proporcji. Zapisuje się ona: 1 : 2,5-3,5 : 0,3-0,5. Pierwszy składnik to białko, drugi to tłuszcz, a trzeci to węglowodany. Prawie wszystkie choroby na jakie zapada człowiek mają swoje źródło w niezachowaniu właściwych proporcji pomiędzy tymi składnikami, a w szczególności pomiędzy źródłami energii. Innym źródłem energii napędzana jest rakieta a innym lokomotywa i nie da się tych paliw stosować wymiennie. Organizmy ludzi i zwierząt zbudowane są tak, że powinny korzystać z jednorodnego źródła energii. Organizmy trawożerców otrzymują jako jedyne źródło energii węglowodany, a zwierzęta drapieżne nie jadają żadnych produktów zawierających węglowodany, bo ich głównym źródłem energii są tłuszcze dostarczane w pożywieniu albo wytwarzane z własnych białek, albo z białek dostarczanych w pokarmie. Zasada złotej proporcji jest święta, tzn. jeżeli zostanie złamana, pojawiają się zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu.
Kalkulacja indywidualnego zapotrzebowania na poszczególne składniki jest trudna, ponieważ jest ona zmienna i zależy od bardzo wielu czynników. Ilość protein waha się od 0,5 do 0,8g /kg wagi ciała na dobę i zależy ona przede wszystkim od zapotrzebowania na paliwo. Przy dostatecznym pokryciu zapotrzebowania na energię można uznać normę białka za właściwą. Przy niedostatecznym dostarczeniu w pożywieniu energii ilość białka zjadanego staje się niewystarczająca dla potrzeb organizmu, ponieważ samo ono staje się paliwem po rozłożeniu na amoniak i cukier. Przy diecie wysokotłuszczowej a jednocześnie niskowęglowodanowej należy dostarczyć organizmowi zawsze nieco więcej białka niż węglowodanów. Takie oszacowanie ilości białka jest ważne, aby nie dopuścić do zużywania własnych białek organizmu. Przy niedostatecznym pokryciu zapotrzebowania energetycznego w tłuszcze można nie tylko naruszyć równowagę elektrolitową, co w konsekwencji powoduje spadek gęstości minerałów w kościach, ale także naruszyć dostawę protein do tkanek. Ilość białka w stosunku do węglowodanów ma bardzo istotny wpływ na równowagę hormonalną organizmu. Kiedy glukoza tworzona jest z protein,

równowaga hormonalna przesuwa się w stronę antagonisty insuliny, czyli glukagonu, który zapobiega odkładaniu się tłuszczy i pozwala na większe zużycie tłuszczy jako źródła energii. Kiedy natomiast węglowodany są spożywane w większej ilości aniżeli białka, równowaga hormonalna może być przesunięta w stronę insuliny, co nie tylko uniemożliwia organizmowi korzystanie z własnych zapasów tłuszczu, ale nawet promuje odkładanie się tych tłuszczów. Równowaga hormonalna sterowana stosunkiem zawartości białek i węglowodanów powinna być brana pod uwagę przy układaniu diet wysokotłuszczowych. Zakłócenie tej równowagi prowadzi do różnorodnych problemów, których można uniknąć przez podanie odpowiedniej ilości protein z lekką nadwyżką w stosunku do białka i jest bardziej korzystne niż zwiększanie ilości węglowodanów z jednoczesnym zaniżaniem protein. Dobór poszczególnych paliw zawsze musi odbywać się w granicach wyznaczonych przez oszacowanie energetyczne potrzeb organizmu. Glukoza wytworzona w organizmie z nadmiaru protein zawsze lepiej stabilizuje poziomy cukru aniżeli glukoza podana w postaci węglowodanów, co łatwo sprawdzić glukometrem. Wysokość produkcji insuliny jest uwarunkowana genetycznie i ok. 25 % populacji ma przytępioną produkcję insuliny. Ludzie ci mogą jeść dużo węglowodanów i poziom insuliny pozostaje w normie, nie czują oni głodu i nie tyją na dietach wysokowęglowodanowych. 25% populacji ma nienormalnie wysoką odpowiedź na glukozę. Osobom tym wystarczy „popatrzeć” na węglowodany, aby tyły. Pozostałe 50% populacji ma prawidłową reakcję na glukozę. Dlatego dobrze, aby osoby próbujące stosować żywienie optymalne w cukrzycy, nadwadze z małymi efektami sprawdziły sobie poziom insuliny, tolerancję glukozy, a przede wszystkim zwróciły baczną uwagę na stosunek białek w stosunku do paliwa, w szczególności do węglowodanów. Zasada złotej proporcji – oczywiście po jej zastosowaniu – zawsze się sprawdzi.

 

lek. Agata Płowecka

Potrzebujesz porady lekarskiej zapraszam w Częstochowie do „Złotej Przychodni”.

bannerzłotaprzychodnia

 

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”