Archiwa kategorii: Lekarz radzi

Diagnostyka lekarska, porady, indywidualne konsultacje

Jak pokonać WZW typu B?

Nazywam się Piotr Kraus i mam 39 lat. Na Ż.O. jestem już od 18 lat. Do tego czasu zjadłem co najmniej 26 000 żółtek i czuje się świetnie. Jako syn właściciela Arkadii w Bielsku-Białej a także prowadząc Arkadię oraz oddział w OSBO w Żywcu w latach 2002-2004 r, byłem świadkiem wielu uzdrowień jakie niesie ze sobą Żywienie Optymalne. Teraz po wielu latach, pojawia się potrzeba nagłośnienia faktu znaczenia tego cudownego źródła energii dla ciała i duszy. Trzeba zdać sobie sprawę, że wiedza jaką posiadają optymalni jest kluczowa w walce z chorobami ludzkimi, nie tylko fizycznymi ale i psychicznymi, a każdy z Nas, własnym przykładem może pomagać innym, tym nieświadomym wyleczyć się z chorób. W obliczu obecnych zagrożeń, jakie niesie węglowodanowe źródło myślenia ludzi, których skutkami są na świecie konflikty, wojny i bratobójstwo jakie widzimy w telewizji, optymalni powinni częściej własnym przykładem umacniać się w słuszności stosowania Żywienia Optymalnego. Służą ku temu nasze spotkania oraz wypowiedzi, zarówno te w świecie realnym jak i internetowym, wirtualnym. Każdy kto poprawnie stosuje żywienie optymalne odczuwa w ciele dodatnie, pozytywne odczucia, które wynikając z prawidłowości przeznaczenia ludzi względem natury, nadają nam chęć do życia i pracy dla pokoleń następnych. Nie ma lepszego wsparcia w społeczeństwie jak prawdziwy żywy dowód, przykład prostych i skutecznych metod. Piszcie więc o sobie, aby nasza świadomość rosła w siłę prawdy. Niech dowiedzą się ludzie, że nie ma cudów w medycynie, są optymalni. To Oni, My właśnie wiemy, że tylko lepsze paliwo w mózgu człowieka, powoduje powstanie świadomości dobrego życia. A ona dzięki zachowaniu zasad zdrowia i mądrości potrafi pokonać lęki, spory i kłótnie w społeczeństwie. Prawidłowo stosowane Żywienie Optymalne poprawia zawsze czynność umysłu a on, kiedy jest dobrze zasilany potrafi nas wyprowadzać z codziennych problemów z jakimi mamy do czynienia. W moim przypadku też tak było. W czasie kiedy zaraziłem się wirusem WZW typu B, to właśnie „chłopski rozum| pozwolił mi zapanować nad sobą a także nad wiedzą lekarzy akademickich. To właśnie oni, próbowali mi narzucić swój własny przemysłowy sposób leczenia choroby. Odwrotność jaką zastosowałem, mój determinizm w postaci zastosowania prawdy życiowej jakim jest Żywienie Optymalne, szybko pozwoliła mi powrócić do zdrowia, mój przykład , dał potem wiele lekarzom do myślenia. Nie skorzystałem z żadnych medycznych lekarstw, ani zabiegu jaki mi groził. Wszystko sprawiła odporność organizmu, który jak tylko otrzymał przeze mnie to co potrzebuje, sam pokonał wroga, który chciał mnie zabić. Oto moja historia.

 

         W 2004r, będąc na już 7 rok na Ż.O. poczułem się źle. To moja wina. Wydawało mi się, że stosuję się do zasad Ż.O, jednak Życie samo mnie zweryfikowało i pokazało mi prawdę. Pewnych praw nie można zmienić, jak się później dowiedziałem. Ponieważ chodziłem słaby, bez energii i chęci do życia, zrobiłem sobie wyniki badań. Okazało się, że moje próby wątrobowe Aspat wynoszą 1350 U/1, Alat 2500 U/1, bilirubina 1,5 mg/dl, gdzie w prawidłowych warunkach Aspat i Alat ma wynosić do 40 U/1. Kiedy wykonano wyniki badań na wirusa HBS okazało się, że jest dodatni. Początkowo nie wiedziałem, z czym mam do czynienia i kiedy sobie uświadomiłem, nie mogłem pojąć, w jaki sposób do tego doszło. W skrócie napiszę, że wirus HBS jest wirusem żółtaczki opisanej jako WZW typu B. Można się nim zarazić przez krew. np. w szpitalu, u fryzjera, czyli tam, gdzie może dojść do wniknięcia obcej krwi do naszego organizmu. Powoduje on spustoszenia wątroby zawsze w 60% i często jest przyczyną marskości i raka wątroby. Wirus ten jest nieuleczalny i często bywa śmiertelny dla swoich nosicieli. Kiedy się o tym dowiedziałem, natychmiast pojechałem do szpitala.

         W szpitalu lekarz (będę nazywał go A) po obejrzeniu wyników natychmiast kazał położyć mi się na sali szpitalnej. Poinformowałem go o tym, że stosuję żywienie optymalne i że w obecnej chwili (z powodów rodzinnych) nie jestem w stanie położyć się w szpitalu. Wiedziałem bowiem dobrze (z relacji pacjentów), jakiego żywienia mogę się tam spodziewać. Jednak po 2 dniach moje wyniki były jeszcze gorsze i moi rodzice nalegali, abym pojechał do szpitala. Ojciec powtarzał mi, że „wątroba lubi spokój, że muszę leżeć, a ja z moim ciągłym brakiem czasu na wypoczynek nie stwarzam warunków na jej regenerację, tylko zamiast wypoczywać, pogarszam sprawę.” W szpitalu lekarz A, ponownie oglądając wyniki badań, dosyć dobitnie i agresywnie zabronił mi stosowania żywienia optymalnego. Usłyszałem tylko słowa: „Mówiłem, dieta panu zaszkodziła”. Nie chciałem się wdawać w dyskusje, ponieważ nie zrozumiałby niczego. Musiałem się zgodzić na warunki szpitalne, jakie mi przedstawiono i obiecać, że nie będę stosował „swojej” diety. Na sali poznałem dwóch moich towarzyszy, którzy znaleźli się z tego samego powodu w szpitalu. W pierwszym dniu, w piątek 23 lipca, kiedy się pojawiłem, wyniki wynosiły: Aspat 1400 U/1, Alat 3500 U/1, bilirubina > 5, cholesterol 170 mg/dl. HDL 42 mg/dl, TG 190 mg/dl. W szpitalu mieliśmy 3 posiłki. Pierwszy o 8.00: chleb pszenny z margaryną, drugi – o 13.00, obiad: ryż z jabłkiem, czasami ziemniak i chude mięso oraz trzeci – o 16.00: chleb z margaryną. Oczywiście nie jadłem margaryny, tylko jadłem masło. Do tego dostawałem kroplówki w postaci 2 l płynów dziennie, z tego l l glukozy (cukier prosty = 50 g). Już po 2 dniach czułem się bardzo źle. Miałem silne ssanie w żołądku, meczące sny, zauważyłem, że obgryzam paznokcie i wyraźnie czułem ochłodzenie lewej stopy. Kiedy przeliczyłem węglowodany, okazało się, że zjadam ich 230 g!!! Z tego 50 g glukozy. Po czterech dniach wykonano mi badania, gdzie poziom złego cholesterolu podniósł się do 370 mg/dl. Pamiętałem, że dr Kwaśniewski w swoich książkach wyraźnie pisał, że cukier prosty jest przyczyną złego cholesterolu we krwi, czyli triglicerydów. W tym dniu ojciec przywiózł mi wagę dietetyczną i od tego dnia rozpocząłem dietę optymalną, dostosowaną do problemów wątroby. Na moje własne życzenie odstawiono mi glukozę i codziennie moi rodzice przynosili mi do szpitala pożywienie. Codziennie, staranie, z dokładnością matematyczną, ważyłem składniki i notowałem do mojego zeszytu wszystko, co zjadłem. Codziennie także rano widywałem się z lekarzem B, który w porównaniu z innymi lekarzami tolerował moje wypowiedzi z zakresu żywienia i pozwalał mi się do nich stosować. Dr Kwaśniewski zaliczyłby pewnie go do grona lekarzy myślących. Lekarz B pozwolił mi bowiem odstawić glukozę i przymykał oczy na moje pożywienie. Ponieważ odstawiłem glukozę, lekarz C przyszedł mi wytłumaczyć, na czym polega rola glukozy we krwi i dlaczego mam ją ponownie stosować. Na zadane przeze mnie pytanie dotyczące przyczyny skoków triglicerydów ze 190 na 370 mg%, lekarz C odpowiedział, że za to wszystko odpowiadają tłuszcze. Odpowiedziałem: „Ale przecież teraz, kiedy stosuję się do waszych zaleceń, nie jem tłuszczu i czuję się fatalnie. Wcześniej zjadałem 200 g tłuszczu dziennie i triglicerydy były zawsze poniżej 100 mg/dl”.

W tym samym dniu, tj. w czwartek, 29 lipca wyniki triglicerydów spadły mi już o 100 mg/dl. Od tej pory żaden z lekarzy nie tłumaczył mi znaczenia tradycyjnej, szpitalnej diety wątrobowej, tylko zaczęto mnie obserwować. Moje poprawiające się samopoczucie oraz wyniki sprawiły, że stałem się punktem zainteresowania wśród pacjentów i pielęgniarek. Zaczęto mnie wypytywać o charakter diety, jej skuteczność. Moi koledzy z oddziału i niektóre pielęgniarki dowiedzieli się zatem o ruchu optymalnych, o przeprowadzonych badaniach na ludziach oraz o możliwościach leczenia. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wykonano mi badanie na wirus HBS i ku mojej radości – wynik wyszedł ujemny. Wyniki powracały do normy dosyć szybko. Bilirubina podeszła maksymalnie do 7 mg/dl i stopniowo spadała. W skrócie powiem, że zastosowana przeze mnie dieta polegała na redukcji białka i ograniczeniu go do 30-35 g, węglowodanów do 50-70 g, tłuszczy 70-90 g. Nie jadłem żadnych smażonych rzeczy. Postawą były gotowane jajka, żółtka oraz podroby. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby, moim zdaniem, na moim przykładzie należy zatem dostarczyć tyle białka, aby wątroba mogła jedynie zregenerować to, co wirus jej uszkodził. Należy zatem dostarczyć minimum, ale w postaci najwyższej jakości składników, które nie powstały drogą chemiczną tylko naturalną. Dlatego leki chemiczne będą zawsze gorsze od leków występujących w pożywieniu i w przypadku uszkodzeń wątroby, będą ją dodatkowo obciążać. Cholina jest składnikiem, który – jak się dowiedziałem – szybko regeneruje wątrobę. Występuje ona m.in. w żółtkach oraz podrobach. Należy pamiętać, że zbyt duża ilość białka dodatkowo przeciąża wątrobę. Ten główny organ, pełni rolę „przemysłu” w naszym organizmie i w przypadku zaatakowania go przez wirus organ ten musi pracować na minimalnych obrotach, czyli musi dużo wypoczywać, jednocześnie regenerując tylko to, co wirus uszkadza. Nie wolno jej zatem przeciążać pracą fizyczną. Pozytywne efekty spadku agresywności wirusa, jakie obserwuje się w szpitalach, polegają jedynie na wypoczynku, czyli leżeniu w łóżkach, ponieważ w ten sposób odciążamy pracę wątroby. Efekty te nie zależą od leków, ponieważ leki nie niszczą wirusa i nie regenerują wątroby. Leki podaje się tylko profilaktycznie. Tylko że ta profilaktyka, jaką zaobserwowałem, bardzo obciąża naszą kieszeń (około 200-300 zł miesięcznie, zupełnie niepotrzebnie) oraz nasze Państwo, bowiem pieniądze na lekarstwa, które podaje się nam w szpitalu, pochodzą z Narodowego Funduszu Zdrowia. Skoro posiadamy wiedzę na temat najlepszych, najtańszych leków, za zaoszczędzone pieniądze można by podwyższyć od razu pensje lekarzom i osobom wchodzącym w skład personelu medycznego. Poza tym, dieta stosowana w szpitalu według mnie jeszcze bardziej pogarsza stan zdrowia, ponieważ skład pożywienia musi dodatkowo przesilać wątrobę. Z zaobserwowanych przeze mnie osób, które opuszczały szpital, wyniki Aspat i Alat po miesiącu czasu wynosiły 200-300 U/l przy maksymalnym wzroście Alat 1500 u/l. Należy też pamiętać, że zbyt mała ilość węglowodanów, np. <40 g u osób do 160 cm, i <50 g u osób powyżej 180 cm wzrostu również dodatkowo obciąża wątrobę. Taka ilość węglowodanów jest za mała na pokrycie potrzeb organizmu i zmusza wątrobę do produkcji ich z białka. Trzeba pamiętać, że nie istnieją obecnie żadne leki, które by zniszczyły wirusa. Nasze wyleczenie zależy tylko od wysokiej odporności naszego organizmu oraz od maksymalnego odciążenia wątroby od niepotrzebnej pracy. Odporność natomiast zależy od składników, jakie codziennie zjadamy w postaci pożywienia. Żywienie optymalne jest metodą przyczynową wyleczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, ponieważ samo w sobie jest najlepszym, najtańszym lekiem, które możecie jeszcze obecnie kupić, np. od kobiety sprzedającej „prawdziwe” jajka lub w dobrych sklepach mięsnych, gdzie kupicie prawdziwe, zdrowe, ekologiczne mięso. Gdyby terapia szpitalna nie pomogła, jedynym rozwiązaniem, które uratowałoby mi życie, byłoby zastosowanie leku o nazwie Interferon, którego miesięczny zestaw kosztowałby mnie wtedy 9 tyś. zł. Lek ten nie eliminuje wirusa, tylko służy wzmocnieniu odporności przed wirusem.

W tamtym czasie musiałbym sam za niego zapłacić dlatego Ż.O. rozwiązało moje problemy finansowe i pozwoliło zaoszczędzić mi 8900 zł, ponieważ kwota jaką wydałem na żywienie wynosiła zaledwie ponad 100 zł. Obecnie interferon jest refundowany a pacjent mając pozorne profity z bezpłatnego leczenia, wciągany jest w marketing systemu medycznego. Państwo, czyli my i tak to płacimy a pacjent po tej kuracji przez pierwszy rok stopniowy powraca do formy sprzed zabiegu. Trzeba przyznać, że ta metoda jest już średniowieczna i stosowana ze względu na zyski firm farmaceutycznych.

W ciągu 3 tygodni stosowania żywienia optymalnego w szpitalu zjadłem: 20 całych jaj, 62 żółtek, 217g łopatki, 1053 g żołądków i serc, 323 g karczku. 794 g golonki – do tego oczywiście masło i chleb pszenny lub maca. Te leki okazały się najskuteczniejsze i najtańsze, i najlepsze, ponieważ zadziałały w praktyce. Zatem koszt „leków”, jakie dostarczyli mi rodzice w ciągu miesiąca, zmieścił się miedzy 100 a 150 zł. łącznie z pożywieniem. Czy jest to dużo? Nie wydawałem i obecnie nie wydaję żadnych pieniędzy na lekarstwa. Po wyjściu ze szpitala nie wykupiłem żadnego leku z tych, które mi przepisano, a moje wyniki obecnie są idealne. Zastanówcie się nad tym. W sumie, w szpitalu byłem równy miesiąc. Kiedy opuszczałem szpital, Aspat wynosił 31 u/1, Alat 60 U/1, bilirubina 2 mg/dl, cholesterol 244 mg%, HDL 48%, triglicerydy: 104 mg% i waga zmniejszyła się o 7,5 kg przy wzroście 180 cm waga spadła mi do 76,5 kg. Po 1, 5 miesiąca od wyjściu ze szpitala w dniu 12 października 2004 wyniki wynosiły -OB; 8, cholesterol ogólny 190 mg/dl, HDL 69 mg/dl, trójglicerydy 85 mg/dl, LDL 104 mg/dl, glukoza 94, bilirubina 0,95 mg/dl, Aspat 36 U/1, Alat 34 U/1, Pr. tymolowa 1,0 j. M.L, GGTP 14 U/L fo-alk. 36 U/L i praktycznie do dnia dzisiejszego się nie zmieniły.

Na koniec chciałem powiedzieć Państwu, że w chwilach, kiedy wydaje nam się, że czujemy w życiu dobrze, może przyjść pewien moment zwrotny, na który – wiem już – musimy być przygotowani. Ten moment pojawia się, aby nam uświadomić, że nic na tym świecie nie jest stałe. Nawet nasze zdrowie. W sytuacjach zagrożenia życia stajemy się bezbronni, świat materialny przestaje być już naszym celem i zaczynamy myśleć innymi kategoriami. W tych chwilach pojmujemy znaczenie tego, co jest w życiu ważne. Najlepszym lekarstwem, jakie możecie wtedy bliskim dać, jest opieka wynikająca z troski. Są nimi słowa, które chcielibyśmy usłyszeć: „Będzie dobrze”, „Będzie pan/pani żyć”. Człowiek w potrzebie szuka pomocy, oparcia, ciepła. Jest nim dobre słowo pełne nadziei życia, lepszego jutra.

         Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. Z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach możemy najczęściej i będziemy mogli liczyć tylko na siebie. I to od tego, co wiemy dzisiaj, zależy nasza przyszłość. Od naszej wiedzy i determinacji w jej egzekwowaniu zależy stan naszego umysłu. Wiedziałem, że dr Kwaśniewski ma rację i własnym przykładem udowodniłem lekarzom A. B. C, personelowi medycznemu oddziału oraz pacjentom, z którymi się zetknąłem, że to, co mówiłem do nich i robiłem, jest prawdą. Młody chłopak imieniem Marcin, który leżał ze mną w szpitalu na wątrobę, po wyjściu napisał mi sms-a: „Odkąd wyszedłem ze szpitala wyniki zaczęły mi się poprawiać. Ale to pewnie dzięki Twojej diecie”.

         Dzisiaj prowadzę Arkadię „Kraus” Online, która dostępna jest dla tych, który mają internet. Dla tych bowiem, którzy nie są w stanie odwiedzić naszą przychodnie w Bielsku-Białej, ta forma kontaktu, umożliwia stałe wsparcie fizyczne i psychiczne zarówno pod kątem zastosowania diety jak i również prądów selektywnych w domu.

Specjalizujemy się w leczeniu chorób cywilizacyjnych. Jesteśmy dzisiaj przygotowani, aby Państwu służyć przykładem i pomagać doświadczeniem. Zdrowie mimo wszystko jest najważniejsze a wiedzą o tym Ci, którzy je utracili. Ja wiem, że dieta optymalna działa. Teraz i Wy już to

Dietetyk Piotr Kraus –

Arkadia „Kraus” Bielsko-Biała

optyfitzoltkowa

ŻYWIENIE OPTYMALNE W SŁUŻBIE ZDROWIA LUDZKOŚCI

Od wieków ludzkość poszukiwała uniwersalnego środka na młodość, zdrowie i urodę. W starożytności uczony Herodot napisał: „Z potraw, które się zjada, pochodzą wszystkie choroby ludzkie.” Co należy zjadać i jakie potrawy powinny być na talerzu, zostało wskazane dopiero w XX wieku przez dr.        Jana Kwaśniewskiego.

Dokonał on odkrycia, które jest kodem zdrowia. Jest to proporcja pomiędzy białkiem, tłuszczem i węglowodanami, która gdy występuje w żywieniu zapewnia prawidłowe funkcjonowanie organizmu człowieka. Proporcja ta stanowi zdecydowaną przewagę tłuszczów nasyconych i wynosi B:T:W 1:2,5-3,5:0,5-08. Opierając się na doświadczeniach zdobytych w trakcie 12-letniego okresu stosowania żywienia optymalnego oraz obserwacji wyników osiąganych przez pacjentów stosujących je, mogę potwierdzić, że jest ona kodem zdrowia i życia. Kto stosuje żywienie optymalne jest wygrany, a główną wygraną jest zdrowie, sprawny umysł i ciało.

Żywienie optymalne powinno być wprowadzone do medycyny jako przyczynowa metoda leczenia schorzeń cywilizacyjnych, nowotworów i otyłości. Obecnie lansowana piramida żywieniowa, zatwierdzona przez WHO, jako podstawę wskazuje węglowodany – tłuszcze zalecając w minimalnych ilościach i to preferując tłuszcze roślinne nienasycone. Od dziesięcioleci tłuszcze zwierzęce nasycone w żywieniu są krytykowane przez współczesne organizacje zajmujące się             ochroną zdrowia. Słyszymy, że zatykają tętnice i powodują choroby serca. Jest tylko jeden problem. Nikt tego nigdy nie udowodnił. Przekonanie o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych wprowadził do medycyny biochemik amerykański dyrektor Laboratorium Higieny Fizjologicznej Uniwersytetu w Minnesocie dr Ancel Keys. W 1958 roku wprowadził swoją teorię w postaci wykresu wskazującego zależność pomiędzy spożywaniem tłuszczów a poziomem cholesterolu we krwi, który wykazywał, że im wyższe spożycie tłuszczów, tym wyższy poziom cholesterolu we krwi. 12 lat później opublikował badanie pod nazwą „Badanie Siedmiu Krajów”, w którym to nie znalazł żadnego związku pomiędzy spożyciem tłuszczu a poziomem cholesterolu. Z czasem zmienił swój sposób myślenia dotyczący tłuszczów. Uznał, że złoczyńcą jest tłuszcz nasycony, który podwyższa poziom cholesterolu, podczas gdy tłuszcz nienasycony go obniża. Stworzył wzór matematyczny, który pozwalał przewidzieć, co się będzie działo z poziomem cholesterolu zależnie od zastosowanej diety. Według tego wzoru poziom cholesterolu wzrasta po spożyciu tłuszczu nasyconego, a zmniejsza się po spożyciu tłuszczów wielonienasyconych, które są zawarte w olejach roślinnych. Niestety dr Keys zignorował dowody zaprzeczające jego teorii, wykluczając te populacje i dane, które nie pasowały do jego wniosków. W słynnym Badaniu Siedmiu Krajów wzięte były pod uwagę populacje Japonii, Włoch, Australii, USA, Kanady, Anglii i Walii. Dwie populacje, o których dr Keys nie wspomniał w swoich badaniach, to Masajowie i Samburowie, szczepy afrykańskie, których pożywienie składa się prawie wyłącznie z mięsa i mleka krów sebu uzupełniane jedynie krwią bydła, które hodowali. Dieta taka składa się w 60% z tłuszczów nasyconych, a jednak, jak to udowodnił w swoich badaniach dr George Man z Vanderbit University w latach 60-tych XX wieku, plemiona Masajów i Samburu mają najniższy poziom cholesterolu jaki stwierdzono kiedykolwiek u ludzi, co więcej – są szczupli i nie występują u nich choroby serca. Dr Keys „zamydlał oczy” stwierdzeniem, że jest to pewnie jakaś predyspozycja genetyczna, co było pomijaniem faktów. We wszystkich swoich badaniach związku pomiędzy spożyciem tłuszczów a poziomem cholesterolu w państwach Europy i Ameryki pominął fakt, że równocześnie w tych krajach było wysokie spożycie węglowodanów. Istnieje wiele badań naukowych z Harvardu i innych amerykańskich i europejskich uniwersytetów, że obecnie polecana beztłuszczowa dieta to mit i nie zapobiega ona zachorowalności na zawał serca i wysokiemu poziomowi cholesterolu. Pomimo, że dr Keys w swoich badaniach pominął wszystkie wątki i obserwacje, które były niezgodne z oczekiwaniami współczesne organizacje ochrony zdrowia jak mantrę wciąż przywołują owo badanie Siedmiu Krajów.
W latach 70-tych ubiegłego wieku w Ameryce kardiolog Robert C. Atkins rozpoczął propagowanie diety odmiennej od trendów wyznaczonych przez Ancela Keysa. Dieta Atkinsa charakteryzowała się niską zawartością węglowodanów, propagowała spożycie białek zwierzęcych nie unikając tłuszczów nasyconych. „Stawiam znak równości pomiędzy kulinarnymi rozkoszami a zdrowym jedzeniem” napisał w swojej książce dr Atkins. Jego dieta została przebadana przez naukowców z Philadelpia Veterans Affair Center. Przez 6 miesięcy badano 132 bardzo otyłe osoby. Połowa z nich była na diecie niskowęglowodanowej Atkinsa, a połowa na niskotłuszczowej. Pacjentom z pierwszej grupy ograniczono spożycie węglowodanów do 30 g dziennie. W drugiej zredukowano tłuszcze tak, aby stanowiły tylko 30% energii przyjmowanej z pożywienia. Po zakończeniu eksperymentu osoby z grupy dr Atkinsa schudły średnio 5,8 kg, a osoby na diecie niskotłuszczowej średnio 1,8 kg. Nie zaobserwowano znaczących skoków ciśnienia i poziomów cholesterolu u nikogo z żadnej grupy. Za to u pacjentów stosujących dietę Atkinsa stwierdzono o 20% niższe stężenie trójglicerydów. Uczeni z Uniwersytetu z Pensylwanii obserwowali grupę 63 otyłych mężczyzn i kobiet przez rok. Przez rok zwolennicy tłustych posiłków zrzucili średnio 4,3 kg, a osoby na diecie beztłuszczowe tylko 2,4 kg. Co więcej u stosujących dietę Atkinsa stwierdzono wyższy poziom dobrego cholesterolu HDL i niższy poziom trójglicerydów.
Media tak wbiły w głowę piękne, miażdżycowe, niczym niepotwierdzone teorie, że przejście na normalne, zdrowe jedzenie naprawdę wymaga odwagi, a zalecanie dobrego odżywiania przez lekarzy optymalnych to już nie głos rozsądku, ale niemal herezja i zuchwalstwo. Medialne bajki o miażdżycy i cholesterolu, i świat, który jest widoczny w okienku telewizora i na okładce kolorowej gazety, czy nawet czasopisma medycznego, nie zawsze jest prawdziwy. W latach 60-tych ubiegłego wieku dr Jan Kwaśniewski dokonał odkrycia, które wyjaśnia nieścisłość stosowanej na świecie piramidy żywieniowej i może przyczynić się do uzdrowienia społeczeństw. Jest dla medycyny i dla służby zdrowia wszystkich krajów odkryciem przełomowym, którego znaczenie dla nauki jest równie wielkie jak odkrycie właściwego ruchu planet wokół Słońca, sformułowanie teorii względności przez Einsteina, czy rozbicie jądra atomowego. W latach 70-tych zostały przeprowadzone badania diety optymalnej w Łodzi w Zakładzie Higieny pod kierunkiem prof. Rafalskiego, a patronatem krakowianina XX wieku prof. Juliana Aleksandrowicza. Badania te trwały 6 miesięcy, wykonane były w ramach tematu resortowego MZiOS. „Wpływ diety niskowęglowodanowej na stan zdrowia, stan odżywienia oraz gospodarkę lipidów w organizmie”. W badaniach ludzi w okresie 6 miesięcy stosowania diety wysokotłuszczowej nie ujawniły się objawy hyperurykemii, hypercholesterolemii i ketozy, które stanowią główne zastrzeżenia przeciwko diecie niskowęglowodanowej. Dieta spowodowała istotny spadek masy ciała u osób z nadwagą, a ponadto:
1. nie spowodowała uchwytnych niekorzystnych zmian w stanie zdrowia (ocenianym na podstawie szerokiego wachlarza badań klinicznych i laboratoryjnych);
2. spowodowała uchwytne korzystne zmiany w stanie zdrowia badanych mężczyzn. Zaliczyć do nich należy:

-poprawę wydolności fizycznej

-poprawę wydolności układu krążenia

-złagodzenie objawów choroby wieńcowej

-poprawę sprawności narządu oddechowego i mniejsze zużycie tlenu.

Reasumując: brak dowodów na stwierdzenie, że dieta wysokotłuszczowa zalecana przez dr. Jana Kwaśniewskiego jest niebezpieczna dla zdrowia człowieka, a istnieją wręcz przeciwne dowody, że oddziaływuje ona pozytywnie na organizm ludzki.
Ośrodki światowe zajmujące się żywieniem zalecają stosowanie diety niskowęglowodanowej pod opieką lekarzy. Dietę tę zaleca się w cukrzycy, otyłości, chorobach serca, miażdżycy, jako mającą działanie przeciwzapalne i podnoszącą odporność na choroby infekcyjne, mogącą silnie oddziaływać pozytywnie w schorzeniach oczu i narządu ruchu, w zaburzeniach nastroju, takich jak zespół niedoboru skupienia uwagi, depresja, zaburzenia lękowe i agresja. Istnieją ciekawe doniesienia naukowe na temat przeciwpadaczkowego działania diety niskowęglowodanowej. W kontrolowanym badaniu z randomizacją, przeprowadzonym wśród 145 dzieci w wieku od 2 do 16 lat, u których drgawki występowały częściej niż 7 razy w tygodniu, a które nie reagowały na leczenie autorka badania dr Helen Cross z Instytutu Zdrowia Dziecka Szpitala Great Omond Street w Londynie wykazała 38% redukcję drgawek u dzieci, u których stosowano dietę niskoweglowodanową i wysokotłuszczową, nazywaną dietą ketogeniczną. Prezydent Lech Wałęsa po zastosowaniu diety optymalnej schudł 12 kg oraz przestał przyjmować insulinę, stosowaną w leczeniu cukrzycy.
W Polsce jest już ponad 2 miliony optymalnych, czyli zwolenników sposobu żywienia bogatego w tłuszcze i ubogiego w węglowodany, a ich liczba stale rośnie. Wielu optymalnych obserwuje wzrastający poziom cholesterolu ogólnego. Mimo iż jest to objaw prawidłowy, ponieważ cholesterol jest potrzebnym dla funkcjonowania i naprawdę cennym dla życia związkiem, dyktatura współczesnej diagnostyki medycznej i stałe przekraczanie ustalanych przez nią norm budzą obawy szybkiego zachorowania na miażdżycę. Jest to absolutny błąd. Mało kto ze świata lekarskiego jest poinformowany o wynikach długoletnich badań przeprowadzonych przez prof. J. Tatonia, znanego specjalisty od cukrzycy w naszym kraju (Katedra i Klinika Chorób Wewnętrznych i Diabetologii

AM w Warszawie), na reprezentatywnej grupie ochotników. Zebrane zostały one w artykule: ”Leczenie hypercholesterolemii – druga strona medalu”. Wnioski jasno wskazują na brak celowości powszechnie stosowanego farmakologicznego obniżania poziomu cholesterolu. Wykazują, że:

  1. powyżej 50 r. życia nie ma wzrostu umieralności ogólnej, niezależnie od tego czy stężenie cholesterolu we krwi jest wysokie czy niskie,
  2. nie ma korelacji między stężeniem cholesterolu w wieku lat 60 a umieralnością z przyczyn sercowo- naczyniowych,
  3. w przedziale 48-55 lat najmniejszy procent przeżycia był u kobiet

z niskim poziomem cholesterolu (180%),

  1. sztuczne obniżanie cholesterolu we krwi za pomocą leków np. Clofibrat

zwiększa umieralność o 47%, umieralność z przyczyn sercowo- naczyniowych o 76%, zaś umieralność z przyczyn nowotworowych o 68%,

  1. niski poziom cholesterolu zwiększa ryzyko udaru krwotocznego mózgu oraz innych chorób np. nowotworowych, przewodu pokarmowego.

Pogląd jakoby cholesterol znajdujący się we krwi osadzał się wewnątrz tętnic powodując zmiany miażdżycowe jest całkowicie błędny, co jednoznacznie wykazał lek. med. Józef Kobos z Zakładu Anatomii Patologicznej WAM. W artykule opublikowanym w „Problemach” nr 5/1983, zatytułowanym „Miażdżyca – w świetle ostatnich badań” opisuje on proces powstania płytki miażdżycowej wytwarzanej z lipidów (w tym cholesterolu) wewnątrz ściany naczynia krwionośnego. Widać więc, że poziom „zjadanego” cholesterolu nie wpływa na rozwój miażdżycy, ponieważ blaszka miażdżycowa, a w konsekwencji zablokowanie ściany naczynia następuje wskutek produkcji cholesterolu w jego ścianie, a nie wskutek osadzania się go z płynącej krwi. W jakich warunkach następuje rozwój blaszki miażdżycowej wskutek produkcji cholesterolu i trójglicerydów w ścianie naczynia krwionośnego? Odpowiedź jest jednoznaczna: W warunkach niedoboru tlenu w ścianie tętnicy, w wyniku którego komórki ścian naczynia spalać muszą glukozę jako źródło energii. W wyniku tego procesu powstają trójglicerydy i cholesterol jako popiół metaboliczny w ścianie naczynia. Tak się dzieje, gdy przyjęty model odżywiania zawiera przewagę węglowodanów. Gdy zmniejszamy ilość glukozy w diecie i źródłem energii stają się tłuszcze nasycone ściana tętnicy „oddycha” i nie dochodzi do powstawania w niej zbędnych lipidów i złogów lipidowych. Żywienie wysokotłuszczowe powoduje ustępowanie zmian miażdżycowych i „oczyszczanie”, a nie „zatykanie” naczyń krwionośnych. Istnieją badania, przytaczane wielokrotnie przez dr. Jana Kwaśniewskiego, że cholesterol zjadany znakowany izotopem węgla C14 nie odkładał się w ścianach naczyń, a znakowane węglowodany już po godzinie odkładały się w ściankach naczyń w postaci cholesterolu. Cytowane badania zostały wykonane w latach 70-tych przez R.W. Stout’a i opublikowane w czasopiśmie medycznym „Lancet” w 1968 roku. Pod tytułem „Insulin-stimulated lipogenesis in arterial tissue in relation to diabetes and atheroma”. W prostych, a zarazem świetnych badaniach Stout pokazał, że gdy szczurom poda się dożylnie insulinę wraz z glukozą znakowaną węglem C14 lub octanem glukozy, to powoduje znacznie większą inkorporację owych substancji do lipidów w ścianie aorty, niż gdy poda się je bez insuliny. Drugi oczywisty wniosek to fakt, że nawet bez dodatkowej insuliny tłuszcze oraz cholesterol wytwarzane są w ścianie tętnic z glukozy lub z półproduktów jej rozpadu. Ten fakt Stout potwierdził ostatecznie rok później w artykule zamieszczonym w „Lancet”, pt. „Insulin stimulated of cholesterol synthesis by arterial tissue”. Tym razem szczurom wstrzyknął samą glukozę znakowaną C14 lub insulinę i znakowaną glukozą po czym dokonał pomiaru cholesterolu znakowanego w ścianie aorty. Insulina powodowała dramatyczny (25%) wzrost produkcji poziomu cholesterolu w ścianie aorty, ale nie w osoczu krwi. Gdy w drugiej części badań szczury dostały dożylnie znakowany cholesterol z lub bez insuliny poziom cholesterolu w ścianie aorty pozostawał niezmieniony.

Z powyższych badań wniosek był i jest ciągle ten sam – tłuszcze i cholesterol powstają w ścianach naczyń, a nie dostają się tam z osocza krwi. To potwierdza, że nie należy ciągle się o jego poziom martwić i traktować go jako parametr stanu zdrowia. Co ważniejsze, insulina jest silnym stymulatorem syntezy lipidów w ścianach naczyń tętniczych, co oznacza, że podawanie jej cukrzykom znacznie przyspiesza rozwój miażdżycy. W tym świetle współczesne zalecenia dietetyczne i standardy medyczne, szczególnie dla cukrzyków, są niczym innym jak realizacją programu na powolne wymieranie dużej i rosnącej liczby ludzi chorych na cukrzycę i miażdżycę w wielu krajach. Skuteczność diety wysokotłuszczowej, optymalnej zyskuje coraz większe uznanie i coraz więcej potwierdzeń. Najwyższy czas, aby pomimo wielu wysiłków i działań zespołów powołanych przez Ministerstwo Zdrowia, np. ds. walki z otyłością czy z rakiem, które jednak nie zmniejszają przyczyny problemu w żaden sposób, sięgnięto po badania przyczyny tych schorzeń, czyli po badania nad dietą optymalną, której zastosowanie może przynieść istotny przełom. Należy wzbogacić współczesne zalecenia medyczne o najnowsze spostrzeżenia medycyny XXI wieku. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o tym, że całkowicie odmienny powinien być powszechnie przyjęty model odżywiania. Istnieje wiele różnorodnych diet tak jak i wiele rozmaitych religii. Wśród diet istnieje sposób odżywiania nazwany optymalnym dlatego, że charakteryzuje się najlepszym i najkorzystniejszym sposobem pozyskiwania energii przez organizm ludzki, co w konsekwencji powoduje ustępowanie zaburzeń chorobowych. To, że założenia żywienia optymalnego są odmienne od dotychczas przyjętych nie oznacza, że nie należy jej lansować. Należy czynić wysiłki, aby ją propagować. Wieloletnia praca badawcza dr. Jana Kwaśniewskiego doprowadziła do odkrycia nowych, nieznanych uwarunkowań organizmu ludzkiego na spożywaną żywność w funkcji fizjologiczno-metabolicznej. Autor metody „optymalnego żywienia” udowodnił w swoich publikacjach biochemiczne znaczenie żywności na organizm człowieka. Korzystne działania białek, tłuszczów i węglowodanów w codziennym żywieniu zależą od ich wzajemnej proporcji, co potwierdzają moje doświadczenia w praktyce lekarskiej u pacjentów żywiących się optymalnie.

Osoby z instytucji państwa polskiego odpowiedzialne za zdrowie człowieka udowodniły, że ich domeną nie jest troska o człowieka szczególnie chorego. Dowodzi tego oportunizm oraz brak zainteresowania podjęciem badań uaktualniających badania przeprowadzone w latach 70-tych XX wieku dotyczących żywienia optymalnego. Sprawa metody żywienia optymalnego jest przez państwo przemilczana od wielu lat. Środki na realizację tych badań były przyznane w latach 70-tych w wysokości 7 mln zł z funduszu prac badawczych z rezerwy Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Realizację tych badań przerwało jednak ogłoszenie stanu wojennego. Czas najwyższy, aby osoby odpowiedzialne w naszym kraju powróciły do badań nad najkorzystniejszym modelem powszechnego żywienia, a politycy zainteresowali się tym tematem, który powinien stać się pierwszoplanowy.

 

Lek. Agata Płowecka

Przewodnicząca Komisji Zdrowia OSO

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”logooptymalni

 

 

CIAŁA KETONOWE – KILKA CIEKAWOSTEK

Ciała ketonowe to – mówiąc obrazowo – drobne fragmenciki kwasów tłuszczowych, które wykorzystane mogą być w organizmie jako paliwo. Są one alternatywnym produktem utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w wątrobie.

Proces powstawania ciał ketonowych nosi nazwę ketogenezy, który należy odróżnić od utleniania wolnych kwasów tłuszczowych w prawidłowych warunkach, który to z kolei nazywa się betaoksydacją. W jej wyniku powstaje acetylokoenzym A, a z niego potem związki bogatofosforanowe, które są właściwym paliwem dla mózgu i serca. W związku z powyższym ciała ketonowe nazywane są „niedopałkami tłuszczowymi”. Są łatwym i „awaryjnym” źródłem energii dla mózgu i serca, które je chętnie wykorzystują w warunkach niedoboru związków bogatofosforowych, czyli w rozmaitych sytuacjach „kryzysowych”, takich jak:

-okresy głodówki

-nadmierny wysiłek fizyczny

-infekcje

-błędy żywieniowe: nadmierne obciążenie wątroby białkiem, zbyt mała podaż węglowodanów, nadmierna ilość zjedzonych tłuszczów

-cukrzyca – przy nieprawidłowej regulacji insuliną, przy normalnej diecie lub przy nadmiernym wysiłku fizycznym u cukrzyków

-nadużywanie alkoholu

-w ciąży przy ograniczonym spożyciu węglowodanów.

„Ciała ketonowe w moczu, nie mające żadnego znaczenia patologicznego mogą występować u ludzi stosujących dietę bogatotłuszczową” – wg Biochemii Harpera. Lepiej jest jednak, aby ich nie było. U ludzi bez cukrzycy wystarczy 10-15 g dodatkowych węglowodanów /na dobę i ciała ketonowe znikają. Brak reakcji na zwiększanie ilości węglowodanów, jak w przypadku autora listu, świadczy o niedoborze insuliny w organizmie. Węglowodany zjadane w coraz większej ilości i brak znikania ciał ketonowych w moczu nawet przy spożyciu 100 g jest spowodowane niemożnością przyswajania tych węglowodanów z powodu braku insuliny. Organizm nie może spalić glukozy bez uprzedniego jej wprowadzenia z krwi do komórki, co czyni właśnie insulina. Przy jej niedoborze organizm musi wykorzystać inne źródło energii i spala w większej ilości wolne kwasy tłuszczowe i to w sposób „łatwiejszy”, czyli w drodze ketogenezy. Dlatego powstaje wtedy więcej ciał ketonowych oznaczanych w moczu. W tym przypadku dalsze zwiększenie ilości węglowodanów w diecie nie spowoduje zniknięcia ciał ketonowych – nawet należy wtedy zmniejszyć spożycie cukru do poziomu 50 g /dobę. Jeżeli ciała ketonowe utrzymują się przy większym spożyciu węglowodanów oznacza to także nadmierne obciążenie wątroby. Dzieje się tak, gdy wątroba nie może dostarczyć wystarczającej ilości związków wysokoenergetycznych fosforanowych tak, aby pokryły one zapotrzebowanie ważnych dla życia narządów. Wówczas wątroba wytwarza ciała ketonowe, co jest dla niej łatwiejsze. Zmusza w ten sposób serce i mózg do ich spalania. Należy w takim razie, w każdym przypadku pojawienia się ciał ketonowych w moczu, przeanalizować czy proporcje BTW w diecie są prawidłowe. Nadmiar któregoś ze składników może powodować niepotrzebną pracę wątroby i właśnie ketonemię.

Ciała ketonowe to beta-hydroksymaślan, acetooctan i aceton. W największej ilości, bo ok. 70% ciał ketonowych, to beta-hydroksymaślan. Ketony pojawiają się najpierw we krwi, a potem dopiero w moczu i przy właściwej ocenie stanu organizmu powinniśmy się kierować poziomem ciał ketonowych w surowicy. Prawidłowy poziom ciał ketonowych we krwi wynosi 0,2 mmol/l. Niebezpieczny dla zdrowia i życia jest poziom 20 mmol/l, który oznacza kwasicę ketonową i zagraża śpiączką. Dla przykładu poziom ciał ketonowych we krwi w rożnych sytuacjach jest następujący : głodzenie 1 mmol/l, okres powysiłkowy ok. 2 mmol/l, głodzenie 1 tydzień 5 mmol/l, dieta ketogenna 5-6 mmol/l, głodzenie 3-4 tygodnie 6-8 mmol/l. Funkcje oznaczania ciał ketonowych we krwi posiadają niektóre glukometry, jednak większość nie i potrzebne są do tego specjalne paski. Ciekawe jest, że wzrost stężenia beta-hydroksymaślanu we krwi w czasie głodzenia pow. 5 mmol/l jest unikalny wyłącznie dla ludzi. Zbadano, że nawet w przypadku niedźwiedzi amerykańskich, podczas 4 miesięcy snu zimowego, stężenie beta-hydroksymaślanu nie przekracza 1 mmol/l, co wiąże się ze stosunkowo niskim zapotrzebowaniem energetycznym mózgu tych zwierząt (jedynie 5% spoczynkowej przemiany materii, podczas gdy u dorosłego człowieka jest to 20%, a u noworodka aż 60-70%). Ciała ketonowe zaspokajają prawie połowę zapotrzebowania energetycznego mózgu noworodka w pierwszych 2-3 dniach od momentu narodzin, co w tym okresie związane jest z niską zawartością laktozy w mleku matki. Dlaczego w tak krytycznym momencie mleko matki jest ubogie w laktozę? Niewątpliwie jest to interesujące pytanie, odnośnie fizjologicznej roli „tłuszczowych niedopałków”. Dodatkowo stężenie ciał ketonowych we krwi noworodków i niemowląt zaledwie po 2-3 godzinach bez pokarmu, osiąga poziom obserwowany u osób dorosłych po 2-3 dniach głodzenia.

Co powinien uczynić Autor listu? Po pierwsze: przeanalizować skład swojej diety pod względem czynników mogących obciążać wątrobę, czy np. nie ma w niej zbyt dużej ilości białka. Nie zwiększać już dalszego spożycia węglowodanów, a nawet je zmniejszyć. Nie mam innych danych odnośnie przyjmowanej insuliny, ilości ciał ketonowych, poziomu trójglicerydów, wagi, wzrostu. Być może istnieje tu konieczność przyjmowania małych dawek insuliny, ale nie mogę tego bez powyższych danych ocenić. Niewątpliwie na pojawienie się ciał ketonowych w moczu ma też wpływ wykonywany przez pacjenta duży wysiłek fizyczny w pracy. W tym przypadku dodatkowy wysiłek rekreacyjny jest wskazany, ale tylko w przypadku gdy nie jest on duży i jest dla organizmu przyjemny. Może to być rower, pływanie, długi spacer. Całkiem usprawiedliwiony jest w tym przypadku odpoczynek i zmniejszanie do maksimum obciążania organizmu – czyli domowe pielesze, kanapa, ciepłe kapcie, mecz piłki nożnej – ale w TV – i piwo (20 g węglowodanów). Na zdrowie.

 

Reasumując. Z ciałami ketonowymi jest podobnie jak z cholesterolem. Przez całe lata przypisywano im wyłącznie patologiczną rolę w organizmie. A tymczasem wcale tak nie jest. Ich fizjologiczna rola jest ogromna i spełniają ważną funkcję jako paliwo. Ale zawsze potrzebna jest wiedza o funkcjonowaniu organizmu i przy jej zastosowaniu możemy być zdrowi i sprawni.

 

Lek. Agata Płowecka

Potrzebujesz konsultacji lekarskiej zapraszam w Częstochowie do „Złotej Przychodni”

bannerzłotaprzychodnia

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”

DOKTOR DIETA

        Najlepszymi lekarzami na świecie są: doktor dieta, doktor spokój i doktor dobry humor.

            Jonathan Swift (1667-1745)
angielski pisarz autor satyry „Podróży Guliwera”

 

Doktor dieta tylko wtedy potrafi być skuteczny, kiedy bierze pod uwagę skład pożywienia najwłaściwszy dla człowieka. Skład diety zawsze zależy od proporcji między trzema podstawowymi składnikami naszego jadła, tj. białkiem tłuszczem i węglowodanami. O tym jakie powinny być te proporcje, mówi opracowany przez doktora Jana Kwaśniewskiego wzór życia, czyli zasada złotej proporcji. Zapisuje się ona: 1 : 2,5-3,5 : 0,3-0,5. Pierwszy składnik to białko, drugi to tłuszcz, a trzeci to węglowodany. Prawie wszystkie choroby na jakie zapada człowiek mają swoje źródło w niezachowaniu właściwych proporcji pomiędzy tymi składnikami, a w szczególności pomiędzy źródłami energii. Innym źródłem energii napędzana jest rakieta a innym lokomotywa i nie da się tych paliw stosować wymiennie. Organizmy ludzi i zwierząt zbudowane są tak, że powinny korzystać z jednorodnego źródła energii. Organizmy trawożerców otrzymują jako jedyne źródło energii węglowodany, a zwierzęta drapieżne nie jadają żadnych produktów zawierających węglowodany, bo ich głównym źródłem energii są tłuszcze dostarczane w pożywieniu albo wytwarzane z własnych białek, albo z białek dostarczanych w pokarmie. Zasada złotej proporcji jest święta, tzn. jeżeli zostanie złamana, pojawiają się zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu.
Kalkulacja indywidualnego zapotrzebowania na poszczególne składniki jest trudna, ponieważ jest ona zmienna i zależy od bardzo wielu czynników. Ilość protein waha się od 0,5 do 0,8g /kg wagi ciała na dobę i zależy ona przede wszystkim od zapotrzebowania na paliwo. Przy dostatecznym pokryciu zapotrzebowania na energię można uznać normę białka za właściwą. Przy niedostatecznym dostarczeniu w pożywieniu energii ilość białka zjadanego staje się niewystarczająca dla potrzeb organizmu, ponieważ samo ono staje się paliwem po rozłożeniu na amoniak i cukier. Przy diecie wysokotłuszczowej a jednocześnie niskowęglowodanowej należy dostarczyć organizmowi zawsze nieco więcej białka niż węglowodanów. Takie oszacowanie ilości białka jest ważne, aby nie dopuścić do zużywania własnych białek organizmu. Przy niedostatecznym pokryciu zapotrzebowania energetycznego w tłuszcze można nie tylko naruszyć równowagę elektrolitową, co w konsekwencji powoduje spadek gęstości minerałów w kościach, ale także naruszyć dostawę protein do tkanek. Ilość białka w stosunku do węglowodanów ma bardzo istotny wpływ na równowagę hormonalną organizmu. Kiedy glukoza tworzona jest z protein,

równowaga hormonalna przesuwa się w stronę antagonisty insuliny, czyli glukagonu, który zapobiega odkładaniu się tłuszczy i pozwala na większe zużycie tłuszczy jako źródła energii. Kiedy natomiast węglowodany są spożywane w większej ilości aniżeli białka, równowaga hormonalna może być przesunięta w stronę insuliny, co nie tylko uniemożliwia organizmowi korzystanie z własnych zapasów tłuszczu, ale nawet promuje odkładanie się tych tłuszczów. Równowaga hormonalna sterowana stosunkiem zawartości białek i węglowodanów powinna być brana pod uwagę przy układaniu diet wysokotłuszczowych. Zakłócenie tej równowagi prowadzi do różnorodnych problemów, których można uniknąć przez podanie odpowiedniej ilości protein z lekką nadwyżką w stosunku do białka i jest bardziej korzystne niż zwiększanie ilości węglowodanów z jednoczesnym zaniżaniem protein. Dobór poszczególnych paliw zawsze musi odbywać się w granicach wyznaczonych przez oszacowanie energetyczne potrzeb organizmu. Glukoza wytworzona w organizmie z nadmiaru protein zawsze lepiej stabilizuje poziomy cukru aniżeli glukoza podana w postaci węglowodanów, co łatwo sprawdzić glukometrem. Wysokość produkcji insuliny jest uwarunkowana genetycznie i ok. 25 % populacji ma przytępioną produkcję insuliny. Ludzie ci mogą jeść dużo węglowodanów i poziom insuliny pozostaje w normie, nie czują oni głodu i nie tyją na dietach wysokowęglowodanowych. 25% populacji ma nienormalnie wysoką odpowiedź na glukozę. Osobom tym wystarczy „popatrzeć” na węglowodany, aby tyły. Pozostałe 50% populacji ma prawidłową reakcję na glukozę. Dlatego dobrze, aby osoby próbujące stosować żywienie optymalne w cukrzycy, nadwadze z małymi efektami sprawdziły sobie poziom insuliny, tolerancję glukozy, a przede wszystkim zwróciły baczną uwagę na stosunek białek w stosunku do paliwa, w szczególności do węglowodanów. Zasada złotej proporcji – oczywiście po jej zastosowaniu – zawsze się sprawdzi.

 

lek. Agata Płowecka

Potrzebujesz porady lekarskiej zapraszam w Częstochowie do „Złotej Przychodni”.

bannerzłotaprzychodnia

 

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni”

ABC CUKRZYKA

To niewiarygodne, jak prostymi i tanimi środkami można osiągnąć zdrowie i wyleczenie wielu przypadłości. Recepta na zachowanie zdrowia i jego odzyskanie jest w zasięgu możliwości każdego. Jest ona tak nieskomplikowana, że jest to z tego powodu trudne do zaakceptowania i zrozumienia dla wielu.

Trzeba tylko mieć odrobinę wiedzy i zdrowego rozsądku. Aby jednak mieć ten zdrowy rozsądek, trzeba postępować zgodnie z genialną Instrukcją Obsługi Człowieka, którą jest Żywienie Optymalne. Żywienie Optymalne oznacza mocny i zdrowy organizm, mocną psychikę, zdolność do radzenia sobie w codziennym życiu, a przede wszystkim – życie staje się łatwiejsze. Jedną z wielu niepotrzebnych sytuacji w obecnej rzeczywistości, która pochłania wiele środków i czyni życie bardziej ograniczonym, jest cukrzyca. Dziś kilka praktycznych porad dla tych, którzy rozpoczynają optymalne życie bez cukrzycy, bądź od kilku lub kilkunastu lat są „optymalnymi” cukrzykami.

Pożegnaj się z cukrzycą. Cukrzyca jest stanem wynikającym z nadmiaru ilościowego zjadanego pożywienia. Po pierwsze należy przede wszystkim zredukować ilość węglowodanów – w przypadku osoby, która dotychczas była na „diecie dla cukrzyków” około10-krotnie. Należy przestawić się na pokarmy pochodzenia zwierzęcego: jaja, nabiał, podroby, mięso, ryby, masło, śmietanę, tłuszcze zwierzęce. To co należy do świata roślin zostawiamy dla trawożernych i parzystokopytnych, pozostawiając sobie w niewielkiej ilości warzywa, owoce jagodowe i mniej słodkie. Przetworzone zboża, czyli mąka, kasze, płatki owsiane, kukurydziane, ryż, są dla nas niejadalne. Wytwory cywilizacji takie jak słodycze, czekoladki, batoniki, wypieki cukiernicze, pieczywo i słodkie bułki, słodkie napoje przestają nas także interesować. Pozostawiamy sobie jedynie dobrej jakości czekoladę deserową, w której składzie znajduje się procentowo duża zawartość kakaowca. Z roślin najlepiej spożywać tylko to, co rośnie ponad ziemią oraz nasiona. Czyli: pomidory, ogórki, brokuły, sałata, kapusta, natka pietruszki, szczypiorek, koperek, brukselka, papryka. Warzywa korzeniowe: burak, ziemniak, marchewka, pietruszka, seler – zawierają sporo skrobi, która jest węglowodanem jak mąka, co oznacza, że ich spożycie musi pozostawać pod ścisłą kontrolą. Nasiona roślin, czyli orzechy, pestki dyni, słonecznik, migdały są bardzo wartościowe i warto je spożywać, ale należy pamiętać, że są one bardzo odżywcze i bogate w energię. Fasolka, groch to też nasiona roślin strączkowych jednak są mniej wartościowe od orzechów, słonecznika i dyni, ponieważ nie zawierają tłuszczów, a jedynie białko i cukier. Można je zjadać w niewielkiej ilości i sporadycznie. Ilościowe zmniejszenie węglowodanów w diecie jest pozytywnym krokiem, ale nie jest to wszystko, co należy uczynić. Cukrzyca jest stanem wywołanym nie tylko przez nadmiar węglowodanów, ale także nadmiarem zjadanych białek i tłuszczy. Oznacza to, że należy zdać sobie sprawę z tego, ile naprawdę jedzenia potrzebujemy. Optymalne żywienie oznacza najlepsze. Po pierwsze najlepsze składniki pokarmowe w sensie jakości, ale także i w sensie ilości, która musi być taka, jak potrzeba – ani za mało, ani za dużo. Niestety najczęściej przekarmiamy się z powodów obyczajowych (bo należy jeść śniadanie, obiad, kolację), kulturowych (bo należy popróbować różnych potraw lub różnych kuchni, bo są święta i należy jeść świąteczne potrawy), towarzyskich (bo imieniny, bankiety, bo wypada zjeść, gdy inni jedzą). Należałoby się bardziej kierować zasadą – jemy po to, aby żyć, a nie żyjemy po to, aby jeść. Najlepiej kierować się odczuciem głodu, czyli jeść tylko wtedy, kiedy naprawdę poczujemy ssanie w żołądku. Przed przejściem na żywienie optymalne występuje uzależnienie od jedzenia, wygenerowane dużą ilością węglowodanów w dotychczasowym jedzeniu, które można pokonać odrzucając je konsekwentnie i jedząc posiłki tłuste. Tłuszcze zwierzęce długo zalegają w żołądku, są dłużej trawione i powodują uczucie sytości i o to właśnie chodzi. U tych, którzy już dłuższy czas próbują stosować żywienie optymalne i nie osiągają pożądanych efektów, należy zmniejszyć ilość i objętość posiłków, a najlepiej czekać na moment, w którym naprawdę poczujemy potrzebę jedzenia. Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego” przekazał bardzo trafną obserwację „Najwdzięczniejszy przysmak żołądkowi przegłodzenie”. Można powiedzieć, że znał się na medycynie. Na jego top-liście grzechów pierwsze miejsce zajmowało łakomstwo i pijaństwo, a zachwalał ćwiczenia fizyczne – nakłaniał do gimnastyki ciała i umysłu. Nie należy się obarczać ciągłym gotowaniem i przygotowywaniem potraw, wchłanianiem przez organizm, a do tego jeszcze ciągłym ich trawieniem, spalaniem i przetwarzaniem. Przecież to dodatkowa praca dla organizmu, wymagająca nakładów energii i to nie małych. Po co nadmiernie pracować – korzystniej jest jeść rzadziej i mniej, ale lepiej. Lepiej – czyli wszystkie produkty optymalne, które znamy: jaja, rosoły, podroby, śmietanę, masło. Wyeliminowane węglowodany należy zastąpić tłuszczami zwierzęcymi. Tłuszcze zwierzęce są właściwym źródłem energii i paliwem dla organizmu, dają uczucie sytości i zadowolenia. Tłuste jedzenie poprawia nastrój. Ale pod warunkiem, że wcześniej troszeczkę przepościliśmy się.

Przy przejściu na żywienie optymalne należy natychmiast odstawić leki i insulinę. Zmniejszenie ilości węglowodanów automatycznie powoduje zmniejszenie zapotrzebowania na leki przeciwcukrzycowe. Dalsze ich stosowanie nie jest bezpieczne, gdyż obniżają one poziom cukru sztucznie, co powoduje silne uczucie głodu – nie do powstrzymania wilczy apetyt. Dalsze jedzenie prowadzi do podwyższania poziomu cukru i znów do zwiększania dawki leku. Jedynym wyjściem jest konsekwentne pozbycie się ich. W przypadku insuliny przy przejściu na żo należy zredukować dawkę o połowę, a po 2 tygodniach odstawić całkowicie. W przypadku leków doustnych można je odstawiać od razu. Jeżeli pomimo wszystko utrzymuje się wysoki poziom cukru na czczo powody mogą być następujące:

  1. Zbyt duża ilość zjedzonego pokarmu. Nawet w przypadku długoletniego już stosowania żywienia optymalnego często jadamy niepotrzebnie. Może wystarczyć nawet jeden niewielki, a tłusty posiłek dziennie. Należy przemyśleć czy nie jemy niepotrzebnie. Np. kawa z tłustą śmietaną, omlet na maśle z jednego jaja i 4 żółtek z niewielką ilością żółtego sera, kilka orzechów na przekąskę i jakiś owoc, np. sałatka z kiwi i truskawek lub grapefruit może doskonale wystarczyć na cały dzień i wcale nie jest się głodnym.
  2. Zawyżone normy laboratoryjne. Obecnie za prawidłowy uważa się cukier do wartości 100 mg na czczo. Tymczasem dawniej normą glikemii była granica 120 mg %, a nawet do 140 mg %. Taki cukier możemy uznać za niewymagający interwencji i ponownego wprowadzania leków i insuliny. Najlepiej raz na 3 miesiące oznaczyć poziom innego wskaźnika, którym jest hemoglobina glikozylowana. Odzwierciedla ona dobrze wyrównanie glikemii na przekroju ostatnich 3 miesięcy Powinna być ona w granicach 5,5-6,5 – powyżej oznacza ona już nadmierny poziom cukru we krwi.
  3. Wysoki poziom cukru rano może być też wywołany zjawiskiem brzasku lub efektem Somogyi. Obydwa zjawiska są bardzo podobne w niektórych aspektach i mają związek z hormonami, które powodują, że z wątroby do krwiobiegu uwalniana jest glukoza podczas snu. Różnicą jest przyczyna, dla której te hormony są uwalniane. Efekt Somogyi (od nazwiska chemika, który je opisał) jest spowodowany zbyt dużą ilością insuliny we krwi w nocy. Może się tak zdarzyć u osób, które przyjmują insuliny długodziałające i nie zjadły przekąski przed snem (insulina wymusza konieczność jedzenia). Poziom cukru we krwi spada, a w czasie snu organizm uruchamia hormony działające przeciwnie do insuliny (np. glukagon), aby się temu przeciwstawić. Efektem jest wysoki poranny cukier, który jest efektem leczenia, a nie samej cukrzycy. Zjawisko brzasku daje skutki takie same – wysoką poranną glikemię, ale u podłoża leży mechanizm nieco inny – nie nadmiar, ale niedobór insuliny. Również w tym przypadku organizm wytwarza hormony, które powodują wytwarzanie cukru przez wątrobę, poziom cukru rośnie w nocy, co skutkuje wysokimi odczytami na glukometrze. Zjawisko to jest najczęściej wywołane wysokim poziomem hormonu wzrostu. Wysoki poziom poranny glikemii jest zjawiskiem powszechnym wśród młodzieży – szczególnie tej, która szybko rośnie. Pewnym sposobem, aby upewnić się, co tak naprawdę jest powodem wysokiego cukru we krwi rano, jest budzenie się kilka nocy z rzędu między godziną drugą a trzecią i sprawdzenie poziomu cukru. Jeśli jest niski o tej porze, może to oznaczać efekt Somogyi. Jeśli jest normalny lub wysoki, winowajcą jest zjawisko brzasku. Co robić, aby przeciwdziałać porannej hipoglikemii? Sprawić, że poziomy cukru będą lepsze rano mogą ćwiczenia fizyczne przed snem. Ponadto – jeśli jeść wieczorem kolację, to tylko z białek i tłuszczów, bez węglowodanów. Rano należy zjeść, pomimo wysokiego cukru, śniadanie i nie zwiększać dawki insuliny, lub czynić to bardzo ostrożnie.
  4. Drugim ważnym składnikiem przyczynowego leczenia cukrzycy, oprócz optymalnego jakościowego i ilościowego składu pożywienia, jest aktywność fizyczna. Nie będzie zdrowia duszy i ciała, jeśli w naszym życiu nie ma miejsca na sport i wysiłek fizyczny albo chociaż rekreację na świeżym powietrzu. Co najmniej pół godziny dziennie człowiek powinien wykonywać aktywność fizyczną, która powoduje umiarkowany wzrost tętna do poziomu ok. 130 /minutę. Wtedy nie tylko normalizuje się poziom glukozy, ale też doświadczamy zadowolenia, gdyż podczas wysiłku fizycznego powstają w mózgu endorfiny zwane hormonami szczęścia i przyjemności. Aktywność fizyczna uwrażliwia receptory komórek na insulinę, przywraca prawidłowe funkcjonowanie organizmu i pomaga wyeliminować cukrzycę. Większość cukrzyków to ludzie mało sprawni fizycznie, dlatego powinni rozpocząć od wysiłku dostosowanego do swoich możliwości: szybki spacer lub marsz, jogging, jazda na rowerze, pływanie. Każdy człowiek – naukowiec, artysta, gospodyni domowa, dziecko, starszy człowiek, obojętnie jaką się ma rolę w życiu, potrzebuje do zdrowia wysiłku fizycznego.

Aby rozpocząć życie bez cukrzycy lub wyrównać zbyt dużą glikemię pomimo stosowania żywienia optymalnego, zapraszam na turnusy z żywieniem optymalnym dla „cukrzyków” w uzdrowisku Iwonicz Zdrój w sanatorium Wisła. W trakcie turnusu można nie tylko stosować odpowiednio zbilansowaną dietę pod okiem lekarza optymalnego, ale także rozwijać swoją formę fizyczną poprzez wspólne z innymi optymalnymi marsze i wycieczki piesze po okolicznych trasach górskich.

Lek. Agata Płowecka

bannerzłotaprzychodnia

Artykuł publikowany był w miesięczniku „Optymalni” 

NIE DAJ SIĘ – NIE ŁAM SIĘ

Bóle stawów, łamanie w kościach, strzykanie w kręgosłupie to problemy zdrowotne tak popularne, że nieomal banalne. Pospolity reumatyzm jest tak powszechny, że mówi się: jeśli obudzisz się rano i nic cię nie strzyka w kościach, to znaczy, że nie żyjesz. Dotyczy to prawie każdego po czterdziestce.

Prawdziwe oblicze tej choroby jest jednak zupełnie inne. Kiedy przybiera ona postać nie przewlekłą, a ostrą przebieg jej bywa bardzo agresywny. Dokonuje się wtedy postępujące szybko niszczenie powierzchni stawowych, któremu towarzyszy ostry ból, obrzęk, który jest wyrazem silnego zapalenia, stany podgorączkowe i wyniszczenie całego organizmu. Choroba reumatyczna dotyka nie tylko stawów kolanowych, barkowych, biodrowych, łokci, nadgarstków i powierzchni stawowych kręgosłupa, ale także całego ciała. Towarzyszą jej powikłania naczyniowe z powodu dokonującego się stwardnienia naczyń krwionośnych, dysfunkcja jelita grubego, zapalenie tęczówki oka, zapalenie nerek, czasem nawet zapalenie opłucnej. Zniszczone powierzchnie stawowe z czasem tracą zdolność przesuwania się względem siebie i stają się sztywne, zniekształcone. Dochodzi do zesztywnienia stawów biodrowych, kolanowych, łokciowych. Konieczne stają się endoprotezy, czyli operacyjnie wstawiane sztuczne stawy, najczęściej stawy biodrowe. Na kończynach górnych, szczególnie na stawach dłoni międzypaliczkowych oraz na przedramionach pojawiają się charakterystyczne guzki reumatyczne. Prowadzi to wszystko do ograniczeń w życiu codziennym oraz w rezultacie do częściowego lub całkowitego inwalidztwa, np. chodzenia o kulach lub w efekcie końcowym do niepełnosprawności wymagającej wózka inwalidzkiego. Popularny reumatyzm powoduje w ten sposób ogromne straty społeczne w postaci ogromnej ilości osób kalekich, które nie są w stanie być efektywne dla ogółu społeczności. Chodzi tu nie tylko o środki w postaci wydawanych pieniędzy na renty chorobowe i inwalidzkie, ale także o straty w wartości biologicznej ludzi. Każdy wolałby mieć w rodzinie babcię uśmiechniętą, zdrową, pełną życia i energii, nawet jeżdżącą na nartach, niż babcię poruszającą się o kulach, wiecznie narzekającą na „ bóle w kościach” i wymagającą ciągłej opieki lekarskiej i rehabilitacyjnej, a w końcu całkowitej opieki innych osób w rodzinie. Oczywiście możliwe jest, aby babcia była tą pierwszą osobą, wtedy kiedy odżywia się optymalnie. Zamiast przysłowiowej szarlotki ta kochana optymalna babcia upiecze swoim wnuczkom serniczek z 25 żółtek lub placuszki serowo–jajeczne, a karmić je będzie orzechami i śmietanką. W ten sposób będą one także zdrowe i sprawne fizycznie. Choroba reumatyczna bowiem nie tylko dotyczy osób starszych, ale także ludzi w sile wieku, szczególnie młodych kobiet, a jej najbardziej złośliwa postać występuje u dzieci i młodzieży w postaci tzw. złośliwego młodzieńczego zapalenia stawów. Znana jest jako choroba Stilla. Rozpoczyna się przed 16 rokiem życia gorączką i obrzękiem stawów, powiększeniem węzłów chłonnych i śledziony, a kończy się kalectwem, inwalidztwem, zapaleniem błon surowiczych i wielu narządów wewnętrznych. Dzieci takie z reguły trafiają do klinik reumatologicznych, pozostają już ich wiernymi pacjentami leczonymi przede wszystkim farmakologicznie (czytaj: sterydy i środki przeciwzapalne) i stają się już na zawsze osobami chorymi. Można sobie wyobrazić, jakie skutki w organizmie młodym wyrządzają królujące tu w leczeniu leki hormonalne sterydowe: otyłość, osłabienie odporności, chorobę wrzodową żołądka, osteoporozę, cukrzycę posterydową. Przede wszystkim szkodą jest jednak to, że dzieci te wyrastają na ludzi chorych, co samo w sobie jest istotną patologią. Społeczeństwo nasze staje się wylęgarnią inwalidów i istot słabych, zamiast ludzi potrafiących pracować, tworzyć i organizować coraz lepsze warunki życia.

Skutecznym leczeniem choroby reumatycznej jest nie, jak zalecają obecnie kliniki reumatologiczne, środki przeciwzapalne, immunosupresyjne i sterydowe hormonalne, ale zmiana żywienia. Żywienie Optymalne zabezpiecza dla organizmu dobre źródło energii w postaci ATP uzyskiwanego ze spalania atomów wodoru z nasyconych kwasów tłuszczowych. Cenne w leczeniu schorzeń reumatologicznych jest zapewnienie w Żywieniu Optymalnym dobrej jakości białek z tkanek zwierzęcych, które są budulcem dla tkanki łącznej – tej, z której zbudowane są powierzchnie stawowe, przyczepy ścięgniste i wszystkie narządy, które dotyka choroba reumatyczna. Żywienie Optymalne zaleca stosowanie pokarmów, zawierających cenne dla powierzchni stawowych białka, takich jak: żółtka, całe jaja, podroby, galarety mięsne, galantyny, esencjonalne wywary z kości szpikowych, szpik kostny, skóry zwierzęce z wieprzowiny (z boczku, z golonki, ogony wieprzowe), salcesony, chrząstki (np. z żeberek), głowizna, uszy wieprzowe. Zwiększona ilość tłuszczów takich jak masło, boczek, słonina, w pożywieniu u osób chorych na chorobę reumatyczną powoduje ustąpienie ostrych bólów stawowych. Wprowadzenie pokarmów wyżej wymienionych zawierających białka kolagenowe, z których zbudowane są powierzchnie stawowe daje efekt szybkiego obniżenia parametru oznaczalnego z krwi OB do wartości prawidłowych często nawet w ciągu 2 tygodni. OB, czyli odczyn Biernackiego, jest charakterystycznym wykładnikiem stanu zapalnego w organizmie i jego znaczne podwyższenie powyżej normy towarzyszy przeważnie chorobie reumatycznej. Oprócz zmiany żywienia chorym na chorobę reumatyczną zalecam także usunięcie wszelkich możliwych ognisk zapalnych w organizmie. Są to najczęściej niewyleczone ogniska próchnicy zębów, ropnie okołozębowe, powiększone migdałki, będące źródłem rozmaitych bakterii, kamienie w pęcherzyku żółciowym, zakażenia dróg moczowych oraz ginekologiczne.

Początkiem choroby reumatycznej jest przeważnie infekcja bakteryjna lub wirusowa, która może wystąpić nawet wiele lat przed wystąpieniem pełnych objawów choroby. Każda infekcja, nawet banalny katar, przy żywieniu organizmu nie opartym na wzorcu optymalnym może spowodować immunizację organizmu i powolny rozwój choroby reumatycznej. Immunizacja oznacza wytwarzanie przeciwciał przeciwko własnym tkankom i powolne niszczenie ich. Mechanizmy obronne zaczynają działać całkowicie wadliwie i zaczynają jakby strzelać samobójcze bramki w pojedynku organizm – bakteria lub wirus. Dlatego tak ważne jest wyeliminowanie możliwych zakażeń. W tym celu należy wykonać badania bakteriologiczne: wymaz z gardła, posiew moczu. Z wymazu z gardła najczęściej hodowane patogeny to paciorkowiec ropny, paciorkowiec beta-hemolizujący, gronkowiec złocisty, Haemophilus influenze. Z dróg moczowych najczęstsze są zakażenia bakterią Eserichia coli. Lekiem z wyboru przy paciorkowcach jest antybiotyk penicylina, przy pozostałych bakteriach przeleczyć należy według antybiogramu, a w przypadku nawracających infekcji ważne jest zastosowanie autoszczepionki lub odpowiedniej szczepionki gotowej. Szczególnie groźne są infekcje bakterią Haemophilus influenze, która powodować może wysoką gorączkę, zapalenia ucha, anginy, zapalenia stawów i uszkodzenia zastawek mięśnia sercowego. Mówi się, że reumatyzm „liże stawy, a kąsa serce”. I to prawda. Bakterie powodujące zapoczątkowanie procesów reumatycznych powodują także stany zapalne mięśnia sercowego, a w konsekwencji także trwałe uszkodzenia zastawek przedsionkowo-komorowych i rozwój wad serca.

Klasyczną przyczyną choroby reumatycznej jest także paciorkowiec – najpowszechniejsza przyczyna często występującej u dzieci i młodzieży anginy. Występuje on w organizmie w wielu odmianach, z których najbardziej zjadliwy jest paciorkowiec beta-hemolizujący. Wytwarzana przez niego toksyna powoduje wytwarzanie przeciwciał we krwi. Przeciwciała te stopniowo, oprócz toksyn bakteryjnych, zaczynają niszczyć tkanki organizmu, a w szczególności: powierzchnie stawowe, kłębuszki nerkowe. Dlatego po przebytej anginie ropnej nawet wiele lat później może rozwinąć się choroba reumatyczna lub – co gorsza – niewydolność nerek. Charakterystyczną cechą zakażenia paciorkowcem jest podwyższone miano przeciwciał przeciwpaciorkowcowych, czyli antystreptolizyny znane z laboratorium analiz krwi jako ASO. Przy zakażeniu paciorkowcowym lekiem z wyboru jest penicylina w postaci tabletek lub zastrzyków z penicyliny długodziałającej tzw. debecyliny. Częstą przyczyną bólu stawów oraz niszczenia powierzchni kostnych jest tak że infekcja gronkowcem złocistym. W tym przypadku skuteczne jest leczenie za pomocą autoszczepionki.

Dodatkowym środkiem dostępnym w leczeniu schorzeń reumatycznych są zabiegi prądami selektywnymi. Jest to metoda bardzo skuteczna i tania, potrafiąca w rehabilitacji zdziałać wiele dobrego. Seria zabiegów powoduje złagodzenie bólu stawów, zmniejszenie obrzęków, zwiększenie ukrwienia tkanek, a tym samym poprawienie ich odżywienia.

Jak wygląda w praktyce lekarskiej leczenie choroby reumatycznej? Zajrzyjmy do prawdziwej historii choroby. Pani Lucyna F. lat 43 zgłosiła się z typowymi objawami ostrego rzutu choroby reumatycznej, ze skierowaniem do kliniki reumatologicznej, którego to leczenia chciała uniknąć. Były to: bardzo silne bóle stawów połączone z dużym obrzękiem stawów kolanowych, nadgarstkowych, łokciowych i skokowych. Towarzyszyło im znaczne osłabienie organizmu, anemia i stany podgorączkowe. W wynikach badań laboratoryjnych było: obniżenie poziomu hemoglobiny do 11,2 g/dl, podwyższenie prób wątrobowych Alat 96 i Aspat 74. OB w momencie rozpoczęcia leczenia Żywieniem Optymalnym wynosiło 120. Stan ogólny pacjentki był zatem nie najlepszy. Gotowa była ona jednak zrobić wszystko, aby uniknąć terapii hormonami sterydowymi, którą proponowano jej w klinice, a jak wiadomo ma ona wiele ubocznych skutków dla organizmu. Żywienie Optymalne rozpoczęte zostało z zaleceniem spożywania dużej ilości żółtek (ok. 10 dziennie) w postaci placuszków serowo–jajecznych, pół szklanki śmietany 36% dziennie oraz szklanki wywaru kolagenowego na kościach szpikowych. Po dwóch tygodniach poprawa była niewielka – nastąpił spadek wagi o 2-3 kg, OB spadło do wartości 105, ale ból stawów i obrzęk utrzymywały się dalej. W wymazie bakteriologicznym z gardła stwierdzono wzrost bakterii Staphylococcus aureus i Haemophilus parainfluenze. W drugim miesiącu leczenia wystąpiło powiększenie węzłów chłonnych w dołach nadobojczykowych. Przełom w leczeniu nastąpił po zastosowaniu antybiotykoterapii oraz autoszczepionki z gronkowca wyhodowanego od pacjentki i szczepionki ACT Hib. OB spadło wtedy do 65 i miało stałą tendencję spadkową. Po zastosowaniu serii prądów selektywnych ustąpił obrzęk stawów. Wystąpiła wyraźna poprawa samopoczucia, a po półrocznym leczeniu OB osiągnęło wartości prawidłowe – spadło do 10. Całkowite wyleczenie zostało osiągnięte bez pomocy środków farmakologicznych.

Inna historia wyleczenia z choroby reumatycznej to 9-letni Jakub, chłopiec z dziecięcym porażeniem mózgowym, objawiającym się zaburzeniami neurologicznymi: brakiem koncentracji, zaburzeniami mowy, nerwowymi tikami. W kilka tygodni po przechorowaniu anginy wystąpił u niego obrzęk stawów, ból stawów, a OB. wzrosło do wartości 50. W wymazie bakteriologicznym z gardła stwierdzono bakterię Haemophilus influenze. Po zastosowaniu Żywienia Optymalnego (ze zwróceniem uwagi na wywary z nóżek wieprzowych, tłustą śmietanę, orzechy, placuszki serowo–jajeczne) objawy samoistnie ustąpiły i nie powróciły już więcej. Dodatkowym „efektem ubocznym” zmiany żywienia było częściowe ustąpienie objawów neurologicznych, zwiększenie koncentracji, uspokojenie tików – co umożliwiło osiąganie lepszych wyników w nauce.

Obie historie obrazują wielkie możliwości do wykorzystania w leczeniu wielu schorzeń jakie oferuje metoda Żywienia Optymalnego. Szczególnie dotyczy to schorzeń reumatologicznych. W kierunku ich wykorzystania na szeroką skalę społeczną powinny iść wysiłki lekarzy nie tylko optymalnych.

lek. Agata Płowecka

Chcesz uzyskać pomoc lekarza zapraszamy w Częstochowie do „Złotej Przychodni”.

bannerzłotaprzychodnia

Artykuł był publikowany w miesięczniku „Optymalni”

 

Pojęcie Zdrowia w ujęciu historycznym

Autor: Piotr Budnik

Wielu ludzi od najdawniejszych czasów zadawało sobie to pytanie szukając na nie odpowiedzi. Ludzie Ci próbowali poznać swoja biologiczną i duchową naturę, określić swoje miejsce w otoczeniu społecznym jak i otaczającej ich przyrody. Aby zająć najkorzystniejszą pozycję w tych środowiskach musieli poznać prawa natury które by im to umożliwiły. Już wówczas okazało się że decydującym i najważniejszym czynnikiem jest zdrowie.

Jeszcze przed Hipokratesem zdrowiem zajmowali się Chińczycy. Twierdzą oni że nie ma chorób. A zdrowie to równowaga między dwoma energiami jin i jang. Zachowanie zdrowia oznacza więc zachowanie równowagi obecnych w nas energii jin-jang (gorąco-zimno) oraz czi (krew). Zaburzenie tej równowagi albo zakłócenie przepływu życiodajnych energii prowadzi do niekorzystnych objawów które zwyczajowo zwiemy chorobą. To dlatego medycyna chińska najpierw zapobiega, a dopiero potem leczy 1.

W definiowaniu pojęcia zdrowie nie ma jednoznaczności. Panowie Cezary Korczak i Jerzy Leowski przytaczają definicję Golena 2 dotyczącą zdrowia. Jest to stan idealnej równowagi i harmonii organizmu, a wszystko co odbiega od tego stanu jest chorobą. Za przyczynę choroby uważał rozprężenie między ciałem a duszą.

Natomiast Hipokrates (460-377 p.n.e.) wygłaszał myśli i wprowadzał w życie zasady swoich nauk, według których dobre samopoczucie, czyli zdrowie oraz złe samopoczucie czyli choroba, zależą od równowagi pomiędzy tym co nas otacza, co na nas oddziałuje jak wiatr, temperatura, woda, gleba, a indywidualnym sposobem życia, czyli odżywianiem, zwyczajami seksualnymi, pracą i odpoczynkiem. Innymi słowy, równowaga zewnętrzna pomiędzy człowiekiem i jego otoczeniem, ma wpływ na jego równowagę wewnętrzną jaka ma zachodzić pomiędzy krwią, flegmą, żółcią czarną i żółcią żółtą. (Hipokrates) 3 Ci sami autorzy przytaczają też definicję pana M. Kacprzaka z 1960 roku, która brzmi: „Zdrowiem nazywamy nie tylko brak choroby czy nie domagań, ale i dobre samopoczucie oraz taki stopień przystosowania się biologicznego i społecznego, jaki jest osiągalny dla danej jednostki w najkorzystniejszych warunkach” 4.

Pan dr n. Med. Stanisław Łozowski definiuje zdrowie jako funkcję skoordynowanego działania, prawidłowo pracujących wszystkich narządów ludzkiego organizmu. Wzajemne oddziaływanie narządów na siebie nawzajem jest czynnikiem który decyduje o prawidłowym ich funkcjonowaniu. To współdziałanie jest pod kontrolą wyspecjalizowanych systemów takich jak: nerwowy, hormonalny oraz krwionośny. Utrzymanie równowagi biologicznej środowiska wewnętrznego organizmu człowieka, która jest odpowiedzialna za stan zdrowia jest uzależnione od wpływu bodźców fizycznych, chemicznych, i biologicznych zewnętrznego środowiska człowieka 5.

Trafnie zdefiniował zdrowie Kazimierz Dąbrowski, który skoncentrował się głównie na sposobie rozumienia zdrowia psychicznego. Według niego „zdrowie oznacza zdolność do rozwoju w kierunku wszechstronnego rozumienia, przeżywania, odkrywania i tworzenia coraz wyższej hierarchii rzeczywistości i wartości, aż do konkretnego ideału indywidualnego i społecznego” 6. Zaletą tej definicji jest rozumienie zdrowia jako procesu, którego charakterystyczną cechą jest osiąganie coraz wyższych szczebli doskonałości, stwarzających lepsze warunki dalszego rozwoju.

Wraz z rozwojem nauk biologicznych i medycyny ulegało zmianie pojęcie zdrowia. W latach 80-tych socjologowie zajęli się coraz bardziej interesować tym pojęciem. Zaproponowano wtedy wiele różnych sposobów definiowania tego pojęcia miedzy innymi że zdrowie to brak zmiany patologicznej zachodzącej w organizmie. Zdrowie też uważano jako indykator poziomu funkcjonowania jednostki w społeczeństwie. Definiowano zdrowie jako pojęcie przeciwstawne chorobie czyli („jestem zdrowy oznacza że nie jestem chory”). Zdrowie bywa też ujmowane jako stan pełnej równowagi i dobrostanu w jego wymiarze fizycznym, psychicznym i społecznym, pozwalającym na realizację osobie zdrowej szeroko nakreślonych planów życiowych i aspiracji. (Tobiasz Adamczyk) 7. „Dla socjologa pojęcie zdrowie jest stanem optymalnej zdolności do efektywnego wykonywania cenionych zadań” 8.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zdefiniowała zdrowie jako pełen dobrostan fizyczny, psychiczny, społeczny, a nie wyłącznie brak niedomagania 9. W ten sposób każdy posiada prawo do: środowiska sprzyjającego osiągnięciu możliwie najwyższego poziomu zdrowia i dobrego samopoczucia; informacji i konsultacji na temat stanu środowiska oraz na temat planów, decyzji i działań mogących oddziaływać zarówno na środowisko jak i na zdrowie.

Aby określić zdrowie jak i jego stan wyróżniano też jego mierniki, które miały wskazywać na stan zdrowia jednostki jak i całych społeczności. Zmieniały się one wraz z rozwojem nauk i wiedzy ludzi. Lekarze używali ich aby wskazać na zagrożenia i przyczyny utraty zdrowia przez ludzi.

Pozytywnymi miernikami zdrowia było między innymi: siła fizyczna danego osobnika, jego płodność, zdolności do zdobywania pokarmu oraz długość wykonywania pracy, również ilość urodzeń dzieci świadczyła o kondycji zdrowotnej.

Negatywnymi miernikami było: śmiertelność ludzi, uleganie wypadkom, ilość zgonów noworodków i matek podczas porodu, częstość zapadalności na choroby. Wraz z postępem nauk te mierniki się zmieniały. W tej chwil jest ich bardzo dużo. Obecnie możemy przeprowadzić szereg badań całego organizmu. Np. na podstawie analizy morfologii krwi możemy określić stan zdrowia badanej osoby. Używając różnego rodzaju aparatury możemy badać każdy organ człowieka i usuwać niekorzystne zmiany spowodowane chorobą 10.

Analizując powyższe definicje stwierdzamy, że zdrowie jest zależne od kompleksu czynników działających na organizm człowieka, przy czym człowiek przez wykorzystanie możliwości adaptacyjnych ustroju ma za zadanie tworzenie optymalnego stanu zdrowia. Przez proces aktywnego poszukiwania i utrzymywania równowagi psychofizycznej, rozumianej jako pełnia sił witalnych i obronnych organizmu oraz efektywne radzenie sobie z wymaganiami codziennego życia.

Podsumowując można powiedzieć, że zachowania normalne czy zdrowotne to takie, które pomagają nam dotrzeć do równowagi psychofizycznej i ją utrzymać. Pojęcie zdrowia jest bardzo złożone i jest jeszcze wiele innych definicji pojęcia zdrowia z których jedne są dokładniejsze a inne mniej trafne. Tworzone były przez różnych ludzi zajmujących się problemem zdrowia.

Różnice w definiowaniu pojęcia wynikają z różnej znajomości tematu i obecnej wiedzy na temat istoty człowieka i jego funkcjonowania w środowisku przyrodniczym i społecznym. Możemy powiedzieć że pojęcie zdrowia ulegało ciągłej zmianie i ulepszaniu w raz z rozwojem nauk i myśli ludzkiej i dalej ulega zmianom.

A co dla Ciebie oznacza pojęcie zdrowie??

mgr Piotr Budnik

Definicje zostały zaczerpnięte z poniższych źródeł:
1) „Żyjmy dłużej” 6 (czerwiec) 2000 Medycyna chińska art. Krzysztofa Lisowskiego
2) C. Korczak, J. Leowski – Problemy higieny i ochrony zdrowia, WSiP Warszawa 1977 s.3
3) Tamże s.6
4) Tamże s.3
5) Jan Szulc, Edyta Uberhauber -Leki z bożej apteki 1991 Warszawa
6) Dąbrowski K., Zdrowie psychiczne, Warszawa 1979, s. 34
7) Teresa Bernadetta Kulik Zdrowie w medycynie i naukach społecznych. s. 132
8) Tamże s. 132
9) C. Korczak, J. Leowski – Problemy higieny i ochrony zdrowia, WSiP Warszawa 1977 s.3
10) Zdrowie dla wszystkich w XXIw.