Jak pokonać WZW typu B?

Nazywam się Piotr Kraus i mam 39 lat. Na Ż.O. jestem już od 18 lat. Do tego czasu zjadłem co najmniej 26 000 żółtek i czuje się świetnie. Jako syn właściciela Arkadii w Bielsku-Białej a także prowadząc Arkadię oraz oddział w OSBO w Żywcu w latach 2002-2004 r, byłem świadkiem wielu uzdrowień jakie niesie ze sobą Żywienie Optymalne. Teraz po wielu latach, pojawia się potrzeba nagłośnienia faktu znaczenia tego cudownego źródła energii dla ciała i duszy. Trzeba zdać sobie sprawę, że wiedza jaką posiadają optymalni jest kluczowa w walce z chorobami ludzkimi, nie tylko fizycznymi ale i psychicznymi, a każdy z Nas, własnym przykładem może pomagać innym, tym nieświadomym wyleczyć się z chorób. W obliczu obecnych zagrożeń, jakie niesie węglowodanowe źródło myślenia ludzi, których skutkami są na świecie konflikty, wojny i bratobójstwo jakie widzimy w telewizji, optymalni powinni częściej własnym przykładem umacniać się w słuszności stosowania Żywienia Optymalnego. Służą ku temu nasze spotkania oraz wypowiedzi, zarówno te w świecie realnym jak i internetowym, wirtualnym. Każdy kto poprawnie stosuje żywienie optymalne odczuwa w ciele dodatnie, pozytywne odczucia, które wynikając z prawidłowości przeznaczenia ludzi względem natury, nadają nam chęć do życia i pracy dla pokoleń następnych. Nie ma lepszego wsparcia w społeczeństwie jak prawdziwy żywy dowód, przykład prostych i skutecznych metod. Piszcie więc o sobie, aby nasza świadomość rosła w siłę prawdy. Niech dowiedzą się ludzie, że nie ma cudów w medycynie, są optymalni. To Oni, My właśnie wiemy, że tylko lepsze paliwo w mózgu człowieka, powoduje powstanie świadomości dobrego życia. A ona dzięki zachowaniu zasad zdrowia i mądrości potrafi pokonać lęki, spory i kłótnie w społeczeństwie. Prawidłowo stosowane Żywienie Optymalne poprawia zawsze czynność umysłu a on, kiedy jest dobrze zasilany potrafi nas wyprowadzać z codziennych problemów z jakimi mamy do czynienia. W moim przypadku też tak było. W czasie kiedy zaraziłem się wirusem WZW typu B, to właśnie „chłopski rozum| pozwolił mi zapanować nad sobą a także nad wiedzą lekarzy akademickich. To właśnie oni, próbowali mi narzucić swój własny przemysłowy sposób leczenia choroby. Odwrotność jaką zastosowałem, mój determinizm w postaci zastosowania prawdy życiowej jakim jest Żywienie Optymalne, szybko pozwoliła mi powrócić do zdrowia, mój przykład , dał potem wiele lekarzom do myślenia. Nie skorzystałem z żadnych medycznych lekarstw, ani zabiegu jaki mi groził. Wszystko sprawiła odporność organizmu, który jak tylko otrzymał przeze mnie to co potrzebuje, sam pokonał wroga, który chciał mnie zabić. Oto moja historia.

 

         W 2004r, będąc na już 7 rok na Ż.O. poczułem się źle. To moja wina. Wydawało mi się, że stosuję się do zasad Ż.O, jednak Życie samo mnie zweryfikowało i pokazało mi prawdę. Pewnych praw nie można zmienić, jak się później dowiedziałem. Ponieważ chodziłem słaby, bez energii i chęci do życia, zrobiłem sobie wyniki badań. Okazało się, że moje próby wątrobowe Aspat wynoszą 1350 U/1, Alat 2500 U/1, bilirubina 1,5 mg/dl, gdzie w prawidłowych warunkach Aspat i Alat ma wynosić do 40 U/1. Kiedy wykonano wyniki badań na wirusa HBS okazało się, że jest dodatni. Początkowo nie wiedziałem, z czym mam do czynienia i kiedy sobie uświadomiłem, nie mogłem pojąć, w jaki sposób do tego doszło. W skrócie napiszę, że wirus HBS jest wirusem żółtaczki opisanej jako WZW typu B. Można się nim zarazić przez krew. np. w szpitalu, u fryzjera, czyli tam, gdzie może dojść do wniknięcia obcej krwi do naszego organizmu. Powoduje on spustoszenia wątroby zawsze w 60% i często jest przyczyną marskości i raka wątroby. Wirus ten jest nieuleczalny i często bywa śmiertelny dla swoich nosicieli. Kiedy się o tym dowiedziałem, natychmiast pojechałem do szpitala.

         W szpitalu lekarz (będę nazywał go A) po obejrzeniu wyników natychmiast kazał położyć mi się na sali szpitalnej. Poinformowałem go o tym, że stosuję żywienie optymalne i że w obecnej chwili (z powodów rodzinnych) nie jestem w stanie położyć się w szpitalu. Wiedziałem bowiem dobrze (z relacji pacjentów), jakiego żywienia mogę się tam spodziewać. Jednak po 2 dniach moje wyniki były jeszcze gorsze i moi rodzice nalegali, abym pojechał do szpitala. Ojciec powtarzał mi, że „wątroba lubi spokój, że muszę leżeć, a ja z moim ciągłym brakiem czasu na wypoczynek nie stwarzam warunków na jej regenerację, tylko zamiast wypoczywać, pogarszam sprawę.” W szpitalu lekarz A, ponownie oglądając wyniki badań, dosyć dobitnie i agresywnie zabronił mi stosowania żywienia optymalnego. Usłyszałem tylko słowa: „Mówiłem, dieta panu zaszkodziła”. Nie chciałem się wdawać w dyskusje, ponieważ nie zrozumiałby niczego. Musiałem się zgodzić na warunki szpitalne, jakie mi przedstawiono i obiecać, że nie będę stosował „swojej” diety. Na sali poznałem dwóch moich towarzyszy, którzy znaleźli się z tego samego powodu w szpitalu. W pierwszym dniu, w piątek 23 lipca, kiedy się pojawiłem, wyniki wynosiły: Aspat 1400 U/1, Alat 3500 U/1, bilirubina > 5, cholesterol 170 mg/dl. HDL 42 mg/dl, TG 190 mg/dl. W szpitalu mieliśmy 3 posiłki. Pierwszy o 8.00: chleb pszenny z margaryną, drugi – o 13.00, obiad: ryż z jabłkiem, czasami ziemniak i chude mięso oraz trzeci – o 16.00: chleb z margaryną. Oczywiście nie jadłem margaryny, tylko jadłem masło. Do tego dostawałem kroplówki w postaci 2 l płynów dziennie, z tego l l glukozy (cukier prosty = 50 g). Już po 2 dniach czułem się bardzo źle. Miałem silne ssanie w żołądku, meczące sny, zauważyłem, że obgryzam paznokcie i wyraźnie czułem ochłodzenie lewej stopy. Kiedy przeliczyłem węglowodany, okazało się, że zjadam ich 230 g!!! Z tego 50 g glukozy. Po czterech dniach wykonano mi badania, gdzie poziom złego cholesterolu podniósł się do 370 mg/dl. Pamiętałem, że dr Kwaśniewski w swoich książkach wyraźnie pisał, że cukier prosty jest przyczyną złego cholesterolu we krwi, czyli triglicerydów. W tym dniu ojciec przywiózł mi wagę dietetyczną i od tego dnia rozpocząłem dietę optymalną, dostosowaną do problemów wątroby. Na moje własne życzenie odstawiono mi glukozę i codziennie moi rodzice przynosili mi do szpitala pożywienie. Codziennie, staranie, z dokładnością matematyczną, ważyłem składniki i notowałem do mojego zeszytu wszystko, co zjadłem. Codziennie także rano widywałem się z lekarzem B, który w porównaniu z innymi lekarzami tolerował moje wypowiedzi z zakresu żywienia i pozwalał mi się do nich stosować. Dr Kwaśniewski zaliczyłby pewnie go do grona lekarzy myślących. Lekarz B pozwolił mi bowiem odstawić glukozę i przymykał oczy na moje pożywienie. Ponieważ odstawiłem glukozę, lekarz C przyszedł mi wytłumaczyć, na czym polega rola glukozy we krwi i dlaczego mam ją ponownie stosować. Na zadane przeze mnie pytanie dotyczące przyczyny skoków triglicerydów ze 190 na 370 mg%, lekarz C odpowiedział, że za to wszystko odpowiadają tłuszcze. Odpowiedziałem: „Ale przecież teraz, kiedy stosuję się do waszych zaleceń, nie jem tłuszczu i czuję się fatalnie. Wcześniej zjadałem 200 g tłuszczu dziennie i triglicerydy były zawsze poniżej 100 mg/dl”.

W tym samym dniu, tj. w czwartek, 29 lipca wyniki triglicerydów spadły mi już o 100 mg/dl. Od tej pory żaden z lekarzy nie tłumaczył mi znaczenia tradycyjnej, szpitalnej diety wątrobowej, tylko zaczęto mnie obserwować. Moje poprawiające się samopoczucie oraz wyniki sprawiły, że stałem się punktem zainteresowania wśród pacjentów i pielęgniarek. Zaczęto mnie wypytywać o charakter diety, jej skuteczność. Moi koledzy z oddziału i niektóre pielęgniarki dowiedzieli się zatem o ruchu optymalnych, o przeprowadzonych badaniach na ludziach oraz o możliwościach leczenia. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu wykonano mi badanie na wirus HBS i ku mojej radości – wynik wyszedł ujemny. Wyniki powracały do normy dosyć szybko. Bilirubina podeszła maksymalnie do 7 mg/dl i stopniowo spadała. W skrócie powiem, że zastosowana przeze mnie dieta polegała na redukcji białka i ograniczeniu go do 30-35 g, węglowodanów do 50-70 g, tłuszczy 70-90 g. Nie jadłem żadnych smażonych rzeczy. Postawą były gotowane jajka, żółtka oraz podroby. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby, moim zdaniem, na moim przykładzie należy zatem dostarczyć tyle białka, aby wątroba mogła jedynie zregenerować to, co wirus jej uszkodził. Należy zatem dostarczyć minimum, ale w postaci najwyższej jakości składników, które nie powstały drogą chemiczną tylko naturalną. Dlatego leki chemiczne będą zawsze gorsze od leków występujących w pożywieniu i w przypadku uszkodzeń wątroby, będą ją dodatkowo obciążać. Cholina jest składnikiem, który – jak się dowiedziałem – szybko regeneruje wątrobę. Występuje ona m.in. w żółtkach oraz podrobach. Należy pamiętać, że zbyt duża ilość białka dodatkowo przeciąża wątrobę. Ten główny organ, pełni rolę „przemysłu” w naszym organizmie i w przypadku zaatakowania go przez wirus organ ten musi pracować na minimalnych obrotach, czyli musi dużo wypoczywać, jednocześnie regenerując tylko to, co wirus uszkadza. Nie wolno jej zatem przeciążać pracą fizyczną. Pozytywne efekty spadku agresywności wirusa, jakie obserwuje się w szpitalach, polegają jedynie na wypoczynku, czyli leżeniu w łóżkach, ponieważ w ten sposób odciążamy pracę wątroby. Efekty te nie zależą od leków, ponieważ leki nie niszczą wirusa i nie regenerują wątroby. Leki podaje się tylko profilaktycznie. Tylko że ta profilaktyka, jaką zaobserwowałem, bardzo obciąża naszą kieszeń (około 200-300 zł miesięcznie, zupełnie niepotrzebnie) oraz nasze Państwo, bowiem pieniądze na lekarstwa, które podaje się nam w szpitalu, pochodzą z Narodowego Funduszu Zdrowia. Skoro posiadamy wiedzę na temat najlepszych, najtańszych leków, za zaoszczędzone pieniądze można by podwyższyć od razu pensje lekarzom i osobom wchodzącym w skład personelu medycznego. Poza tym, dieta stosowana w szpitalu według mnie jeszcze bardziej pogarsza stan zdrowia, ponieważ skład pożywienia musi dodatkowo przesilać wątrobę. Z zaobserwowanych przeze mnie osób, które opuszczały szpital, wyniki Aspat i Alat po miesiącu czasu wynosiły 200-300 U/l przy maksymalnym wzroście Alat 1500 u/l. Należy też pamiętać, że zbyt mała ilość węglowodanów, np. <40 g u osób do 160 cm, i <50 g u osób powyżej 180 cm wzrostu również dodatkowo obciąża wątrobę. Taka ilość węglowodanów jest za mała na pokrycie potrzeb organizmu i zmusza wątrobę do produkcji ich z białka. Trzeba pamiętać, że nie istnieją obecnie żadne leki, które by zniszczyły wirusa. Nasze wyleczenie zależy tylko od wysokiej odporności naszego organizmu oraz od maksymalnego odciążenia wątroby od niepotrzebnej pracy. Odporność natomiast zależy od składników, jakie codziennie zjadamy w postaci pożywienia. Żywienie optymalne jest metodą przyczynową wyleczenia wirusowego zapalenia wątroby typu B i C, ponieważ samo w sobie jest najlepszym, najtańszym lekiem, które możecie jeszcze obecnie kupić, np. od kobiety sprzedającej „prawdziwe” jajka lub w dobrych sklepach mięsnych, gdzie kupicie prawdziwe, zdrowe, ekologiczne mięso. Gdyby terapia szpitalna nie pomogła, jedynym rozwiązaniem, które uratowałoby mi życie, byłoby zastosowanie leku o nazwie Interferon, którego miesięczny zestaw kosztowałby mnie wtedy 9 tyś. zł. Lek ten nie eliminuje wirusa, tylko służy wzmocnieniu odporności przed wirusem.

W tamtym czasie musiałbym sam za niego zapłacić dlatego Ż.O. rozwiązało moje problemy finansowe i pozwoliło zaoszczędzić mi 8900 zł, ponieważ kwota jaką wydałem na żywienie wynosiła zaledwie ponad 100 zł. Obecnie interferon jest refundowany a pacjent mając pozorne profity z bezpłatnego leczenia, wciągany jest w marketing systemu medycznego. Państwo, czyli my i tak to płacimy a pacjent po tej kuracji przez pierwszy rok stopniowy powraca do formy sprzed zabiegu. Trzeba przyznać, że ta metoda jest już średniowieczna i stosowana ze względu na zyski firm farmaceutycznych.

W ciągu 3 tygodni stosowania żywienia optymalnego w szpitalu zjadłem: 20 całych jaj, 62 żółtek, 217g łopatki, 1053 g żołądków i serc, 323 g karczku. 794 g golonki – do tego oczywiście masło i chleb pszenny lub maca. Te leki okazały się najskuteczniejsze i najtańsze, i najlepsze, ponieważ zadziałały w praktyce. Zatem koszt „leków”, jakie dostarczyli mi rodzice w ciągu miesiąca, zmieścił się miedzy 100 a 150 zł. łącznie z pożywieniem. Czy jest to dużo? Nie wydawałem i obecnie nie wydaję żadnych pieniędzy na lekarstwa. Po wyjściu ze szpitala nie wykupiłem żadnego leku z tych, które mi przepisano, a moje wyniki obecnie są idealne. Zastanówcie się nad tym. W sumie, w szpitalu byłem równy miesiąc. Kiedy opuszczałem szpital, Aspat wynosił 31 u/1, Alat 60 U/1, bilirubina 2 mg/dl, cholesterol 244 mg%, HDL 48%, triglicerydy: 104 mg% i waga zmniejszyła się o 7,5 kg przy wzroście 180 cm waga spadła mi do 76,5 kg. Po 1, 5 miesiąca od wyjściu ze szpitala w dniu 12 października 2004 wyniki wynosiły -OB; 8, cholesterol ogólny 190 mg/dl, HDL 69 mg/dl, trójglicerydy 85 mg/dl, LDL 104 mg/dl, glukoza 94, bilirubina 0,95 mg/dl, Aspat 36 U/1, Alat 34 U/1, Pr. tymolowa 1,0 j. M.L, GGTP 14 U/L fo-alk. 36 U/L i praktycznie do dnia dzisiejszego się nie zmieniły.

Na koniec chciałem powiedzieć Państwu, że w chwilach, kiedy wydaje nam się, że czujemy w życiu dobrze, może przyjść pewien moment zwrotny, na który – wiem już – musimy być przygotowani. Ten moment pojawia się, aby nam uświadomić, że nic na tym świecie nie jest stałe. Nawet nasze zdrowie. W sytuacjach zagrożenia życia stajemy się bezbronni, świat materialny przestaje być już naszym celem i zaczynamy myśleć innymi kategoriami. W tych chwilach pojmujemy znaczenie tego, co jest w życiu ważne. Najlepszym lekarstwem, jakie możecie wtedy bliskim dać, jest opieka wynikająca z troski. Są nimi słowa, które chcielibyśmy usłyszeć: „Będzie dobrze”, „Będzie pan/pani żyć”. Człowiek w potrzebie szuka pomocy, oparcia, ciepła. Jest nim dobre słowo pełne nadziei życia, lepszego jutra.

         Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. Z własnego doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach możemy najczęściej i będziemy mogli liczyć tylko na siebie. I to od tego, co wiemy dzisiaj, zależy nasza przyszłość. Od naszej wiedzy i determinacji w jej egzekwowaniu zależy stan naszego umysłu. Wiedziałem, że dr Kwaśniewski ma rację i własnym przykładem udowodniłem lekarzom A. B. C, personelowi medycznemu oddziału oraz pacjentom, z którymi się zetknąłem, że to, co mówiłem do nich i robiłem, jest prawdą. Młody chłopak imieniem Marcin, który leżał ze mną w szpitalu na wątrobę, po wyjściu napisał mi sms-a: „Odkąd wyszedłem ze szpitala wyniki zaczęły mi się poprawiać. Ale to pewnie dzięki Twojej diecie”.

         Dzisiaj prowadzę Arkadię „Kraus” Online, która dostępna jest dla tych, który mają internet. Dla tych bowiem, którzy nie są w stanie odwiedzić naszą przychodnie w Bielsku-Białej, ta forma kontaktu, umożliwia stałe wsparcie fizyczne i psychiczne zarówno pod kątem zastosowania diety jak i również prądów selektywnych w domu.

Specjalizujemy się w leczeniu chorób cywilizacyjnych. Jesteśmy dzisiaj przygotowani, aby Państwu służyć przykładem i pomagać doświadczeniem. Zdrowie mimo wszystko jest najważniejsze a wiedzą o tym Ci, którzy je utracili. Ja wiem, że dieta optymalna działa. Teraz i Wy już to

Dietetyk Piotr Kraus –

Arkadia „Kraus” Bielsko-Biała

optyfitzoltkowa